poniedziałek, 14 maja 2012

Nauka jazdy

Zawsze chciałam umieć prowadzić auto. Jak nie miałam prawa jazdy (nie znaczy, że nie jeździłam :))) to  miewałam nawet sny w których jak szalona prowadziłam auto. Po zdobyciu prawa jazdy (10 lat temu), zakupieniu starego malucha, sny znikły. A ja niemal nieustannie spełniam się lub nie za kierownicą. W każdym bądź razie samochód ułatwia i umila mi życie. A raczej jazda samochodem.
Cóż... tata instruktor, brat instruktor to i córka ma zadatki :)
Otóż.... dzisiaj wcieliłam się w instruktora jazdy na rowerze syna nr 1, czyli dziecięcia nr 2 - Janka :)
Janko na czterech jeździ jak szalony. Szybko i zdecydowanie. W ostatnim czasie zaobserwowałam, że chyba da sobie rade na dwóch. Kółka po wielkich mecyjach (M. ma zawsze coś do powiedzenia) zostały odkrecone i Matak Polka korzystając z usług windy (dwa razy) zwiozła rowerki, Babcię z dziećmi i wózek i poszliśmy. A dzieci pojechały. Matka Instruktor zaopatrzywszy się w tony cieprliwości zaczęła tłumaczyć a Janek wsiadł i.... nawet sobie dawał radę. Co prawda wychodziłoby mu to znacznie lepiej gdyby Syn nie wygłupiał się przy tym i nie kiwał na boki, machal nogami i puszczał kierownicy. Ale... kiedy zakumał - pędził tak szybko, że Ja - Matka Biegnąca ledwo mogłam zdążyć. Ogólnie nauka wypadła pomyślnie. JANKO potrafi sam przejechać nie mały kawałek. Teraz kółka boczne muszą w tajemniczy sposób zniknąć z korytarza :) To taka mała "pomoc" :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Niedziela - sam na sam

Z racji tego, że mam pacjentkę na 19.30 nie mogłam z resztą jechać do Lubiatowa. Szkoda ale troszeczkę. Zostałam sam z Trójkową siestą, cisz...