piątek, 31 sierpnia 2012

Ostatni dzień wakacji...

no w sumie jeszcze dwa - sobota i niedziela ale ... teoretycznie ostatni dzień sierpnia, ostatni dzień wkacji. noDeszczowo nam się zrobiło i jesiennie... Dzieci w zasdzie obkupione teoretycznie na rozpoczęcie roku - buciki, bluzeczki, spódniczki, spodenki .... no rajstopki kupić bo to chłodno dość. Czeka nas jeszcze wyprawka na ropoczęcie - kredki i takie rzeczy ale to w pierwszym tygodniu. Plecaki mają. Wczoraj po 7 zł kupiłam kawałki materiału na worki bo te co w sklepach jakoś mojego oka nie zachwyciły. Marcysia dostała materiał w śliczny wzór patchworkowy a Jaś w duże wyścigówki. Zauroczony bawił się kawałkiem materiału do wieczora :) I po co zabawki?
Wczoraj lekko zagęszczona wieczorna atmosfera... bo ktos coś powiedział nie takim tonem i dalej się potoczyło. W sumie... poszłam spać bo jakoś przestałam się przejmować. Dzisiaj tak, jutro lepiej. W nosie mam. W sobotę M. na rowery nie jedzie - bo chce spędzić czas z nami. Chwała Bogu. Jedynie wnerwiają mnie kuzyni M., którzy coraz częściej go wyciągają choć sami mają (jeden) małe dzieci (jedno).... Patrzę na te relacje i lekko się dziwię... rozumiem raz na jakiś czas - wieczorem, lub na popołudnie? Ok ... pracujesz, chcesz odpocząć - tak. Ale na cały dzień, w dniu kiedy można ten dzien spędzić z rodziną? No dziwi mnie to bardzo. M. jest jaki jest ale aż tak nie ucieka z chaty... poza tym wie, że MOGĘ się źle czuć, że chcę też odpocząć... 
Tak więc mogę ponarzekać na M. ale w sumie dobry z niego chłop co prawda z humorami i zazdrosny jak cholerka ale... cóż - jak to powiedziała wczoraj Maciejka każdy ma jakiś swój krzyż...
Ano właśnie... Maciejka :) wczoraj miałyśmy to szczęście, że udao nam się spotkać. Poznałam zatem jej uroczą rodzinkę - małych urwisów i M. Maciejki... podjedliśmy nieco, wypiliśmy soczek... dzieci z Mężem Maciejki puszczały latawce... było ciepło, symaptycznie ... jednym słowem spotkanie udane. A my gadałyśmy jakbyśmy znały się pół wieku... choć tyle lat to nie mamy. No może razem... ale to ja oczywiście statystykę podbijam.
Tak więc ostatnie dni wakacji naprawdę udane i intensywne. W niedzielę chcemy udać się na zakończenie i uroczyste pożegnanie wolności wakacyjnej... gdzieś nad morze lub jeziorko. Na smaczego grila i inne łakocie. Mam cichą nadzieję, że sił mi starczy aby to wszystko przygotować, cierpliwości nie zabraknie aby temu wszystkiemu koordynować i wszystkich wepchnąć do auta. Potem M. się tym zjamie :)

środa, 29 sierpnia 2012

wrrrrrr.....

 No niby się zgodziłam więc powinnam się nie odzywać ale jakoś przykro nie?
Po całym dniu mojej pracy padam na nos.... zasypiam z dziećmi. Naszyłam te cholerne łaty, kanapki zrobiłam do pracy na jutro, dzieci umyłam, uśpiłam a M.? Poszedł sobie na rower...i chyba jest jakiś obrażony, że niby co? Mam w podskokach biegać bo mam wolne...
- Masz spokój ode mnie i wolną chatę. 
No rzeczywiście... cudowne 50 minut wolności o ile nie zmorzyłby mnie sen przy dzieciach. Zmorzył ale równie szybko wybudził głód...
Wnerw mam. Wnerw i tyle. Głupia jestem bo kurka wodna rozmowy przeprowadzić nie potrafię, argumenty stają się antyargumentami. RZECZYWIŚCIE faceci to inny świat???? Chyba powinnam to szybko zakodować i przestać mieć złudzenia.
Spadam.... idę czytać, oglądać i hlać herbatę litrami. A potem co godzinę do kibelka. Urocze to doprawdy... a za 20 tygodni - nocne wstawanie, marudzenie już czwórki i jeszcze więcej prania. No nic... chyba dziś się zapłaczę... Se chciała to se ma.... dupa :(

Kryzys...

Na całej lini. Dobrze, że spokój od małżeńskiego - na razie. Ale wychowawczy, macierzyński, ciążowy. A na koniec dnia.... śpiewaczy. Uczyłam się jak durna dwóch pieśni bo zdzierżyc nie mogę jednego gościa jak śpiewa a co się okazało, że za wysoko i za cicho... spadam na drzewo. Odechciało mi się i tyle. Nosa utarło i w duszę....
Dzieci rozwydrzone, stękające, piszczące, marudzące. Ja ciągle chodzę i piorę albo sprzątam. Mam dość. Na placu zabaw też biegam jak szalona za Stasiem. Ani chwili wytchnienia. No cudownie się oszczędzam. Dzieci a to z rowerkiem wyjść, a to lody, a to JUŻ natychmiast coś zrobić. Wieczne jęki w domu i wrzaski. Janek przechodzi samego siebie w swoich histeriach i wrzaskach. No normalnie wyjść tylko i mieć ich w nosie.
Już łapię się na tym, że odliczam czas do godziny kiedy ida spać ale nic wtedy normalnego nie zrobię bo sama idę spać.
Pogadać przez telefon nie da rady bo akurat wtedy dostają świra. Ganiają, piszczą i się tłuką.... Czy ja mieszkam w wariatkowie????
Nie można znaleźć jakiegoś lekarstwa aby wypić, połknąć i żeby się nagle wszystko zmieniło a mi zachciało się chcieć???
Łaty w spodniach do naszycia - czekają drugi dzień. Zasłonka w kuchni do wyprasowania czeka - na powieszenie również. Wieczne tyły, bałagany, obiady, zmywanie i odkurzanie....
MAM DOŚĆ! Ogłaszam strajk. Matka Domowa ma po prostu dość.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Moje najstarsze dziecko oszalało :)

Czyli Marcelina... zbliżają się jej urodziny. I co sobie zażyczyła???


WROTKI!!!! Dziecię chyba chce aby matka całkeim posiwiała i straciła resztki rozumu. Gdzie ja ją puszczę na wrotki, rolko - wrotki czy co tam jeszcze z tą jej przyapdłością. Choć jak mówi pan doktor - Przeciwskazań brak. A matki nadoopiekuńczość??? Toż oszaleję....
No dobra ... kupilismy jej tym bardziej, że o niczym innym nie mówi od kilku miesięcy.
Bunt Janka również znaczący bo on chce mieć szybciej urodziny od Niuni. A jaksię tego nie da zrobić???

A propos wózka i ostatni tydzien wakacji.

Szansa na wózek jest :) Po następnej rozmowie "od niechcenia" na temat wózka...
- Naprawdę chcesz TAKI wózek?
- TAK...
-  (chwila wahania) No ale ciekawe jaki on stabilny jest bo ma trzy kółka....

(yes, yes, yes!) - Teraz drążyć, drążyć i drążyć plus narzekać jak mi ciężko :)))))) Co za perfidne są kobiety ....

A tak to zeczęliśmy ostatni tydzień wakacji. Za tydzień rozpoczęcie roku a od wtorku normlane zajęcia i w Klubie i w szkole. Oj będzie się dzialo. Tyle tylko, że będą wojny dotyczące auta. Wojny to może za dużo powiedziane... ale :( niestety już usłyszałam, że konieczne jest drugie auto bo potrzebne M. do pracy. Mnie to lekko stresuje bo M. pracę ma blisko - spacerkiem.... no ale argumentów już mi brak poza tym jak M. się uprze to i tak w końcu będzie to miał - patrz motor czy rower... lekko się wczoraj zelźliłam. Czeka nas wydatek spory bo auto 7 - osobowe a tu taki znów "dodatek" do zachcianek. W sumie zły czas wybrałam sobie dla wózka bo ... argumnet za argument tylko, że jakoś nie moge sobie przypomnieć CO ja kupiłam tak drogiego dla siebie a nie dla potrzeb dzieci czy domu. Chyba kobiety mają inaczej... 
Ale muszę dopiąć - wózek i .... regały na książki. KONIEC.  Żadnych książek nie wyrzucę ani do piwnicy nie wyniosę!

Z niedowierzaniem patrzę na suwaczke Kruszyny.... 20 tydzień??? jak, gdzie, kiedy? To teraz już z górki? Maluch ma się chyba dobrze, puka od czasu do czasu - wcale nie mocno (to nie dobrze?), tak jakby od niechcenia, lekką gracją (dziewczynka?) Hm... dwie rzeczy - daleko od owulacji oraz wymiary na 18 tydzien to sugerowały. No ale.... to li i jedynie moje małe przypuszczenia. Janko jest przekonany, że to Michasia... my z M. mniej emocjonalnie się wypowiadamy. Ja tylko się zastanawiam jak wychowam trzech chłopców kiedy teraz dwóch plus dziewczynka Przywódca daje mi popalić?! Co prawda od czasu dopada mnie lekki stresor... jak to będzie? Usypianie, spacery, zakupy? Zawożenie, odwożenie? Bieganie po domu? Pranie? Prasowanie????  Choć powiem szczerze, że jak idziemy na Wspólnotę i widzę tam co drugą rodzinę z czwórką, piątką, szóstką.... itd do jedenastki dzieci włącznie to jakoś mi jest wtedy raźniej. Bo wiem, że nie tylko ja to przechodziłam :)
A dzieciaki??? ogólnie? Fajne choć okropnie męczące. Potrafią super się bawić nawet ze Stasiem a po chwili kłócą się, piszczą lub nawet szturchają. Kary lecą wtedy równo. Janek stał się ostatnio bardzo drażliwy... zapowietrza się, tupie nogami, rzuca na podłogę... piszczy... opadają mi ręce. A od czasu kiedy spadł na klatkę piersiową i przez chwilę miał porażone mięśnie oddechowe zapowietrza się tak, że robi się szary na twarzy. Żadne tak nie miało. Mam nadzieję, że z tego wyrośnie :(
Staś maruda znów gorzej śpi. Budzi się z dwa lub trzy razy w nocy. Nie wiem czy nadrabia wieczorne cycanie ? kiedy go JA nie usypiam? Być może choć i w dzień też kiepsko śpi. Może następne zęby?
I tak to u nas jest.... czasem słońce, czasem deszcz. Czyli ...normalność

piątek, 24 sierpnia 2012

Puk puk - puknij się w głowę


Zachorowałam. M. twierdzi, że ABSOLUTNIE nie :( że tamten (nasz stary emmuljanga) był przy pierwszym drugim i trzecim i teraz też się sprawdzi :) No cóż... czasu trochę jest aby przekonać. Używany kosztuje ok 1000 zł. Nowy to już nie ta cena dla nas...
Hm... i co ja biedniutka zrobię? Chce mi się takiego ułatwienia i nic nie mogę na to poradzić. Odkładać? Ale z czego??? Do stycznia z butelek nie uzbieram ... buuuuuu......mogę jeść pasztetową ale taki wózek chcę :))))))


Jeszcze notka z łóżka...

Leżę, popijam i lekko zerkam od niechcenia na bawiące się dzieci. Jeszcze się nie rozkręciły więc kłótni brak. Prawie lajt i cudowny obrazek. Stasio z brudną pieluchą co prawda ale pogrywa na gitarce. I oczywiście sobie podśpiewuje :) cudny widok.
Jak zacznie się pęd ku wieczorowi to nie będzie czasu nawet na oddech. A do zrobienia sporo. Ciuchy ułożyć, inne powiesić, łazienkę łaskawie sprzątnąć - co prawda robię to na raty ale mam wtedy wrażenie, że wiecznie jest brudna. No i obiad... wieczny problem nie tyle co z jedzeniem dzieciaków ale z moim twórczym wymyślaniem. No i piątek a limit placków wczoraj wykorzystaliśmy. Może rybka? Wszyscy będą szczęśliwi a i jak nie spędzę pół dnia w kuchni.
No i zerka na mnie ładny materiał ... w gwiazdki - dla dzieci. Chcę im uszyć pokrowce na materace - takie narzutki z gumką i zasłonki do tego. Pewnie nie zrobię tego wszystkiego dzisiaj ale robotki sporo. No i obowiązkowy spacer z dziećmi bo wariują w domku :) Najlepiej to siedzieliby całymi dniami na dworzu ale Matka nie Wydolna a i trzeba trochę w domku poleniuchować i popracować.
Tak więc leniwa notka, leniwy poranek i leniwa Matka.... tradycja już.
Z przemyśleń filozoficzno - egzystencjalnych odkryłam wczoraj ulotność niektórych przyjaźni. Tak jakby wsiąść do innego pociągu. Inne widoki za oknem i co innego nas pociąga. Nie wiem ale tak jakoś kilka osób mi się ostatnio "rozminęło"... nie chodzi tu nawet o odległości, zmiana stanu (panna nie panna).... najczęściej chyba chodzi o kasę - niestety. W dwóch przypdakach - jest to pewnik. Kasa zmienia człowieka. Czyni go ślepym na innych... No ale to samo ze mną pewnie się też dzieje. 

czwartek, 23 sierpnia 2012

Oskarżenia...

Z jednej strony mnie to nie dziwi... z drugiej strony jednak zastanawiam się czemu ludzie (obcy) dają tak dobre rady dotyczace naszego życia...
W ostatnim tygdoniu nasłuchałam się od kilku osób wszelkich możliwych "zlych" rzeczy na temat wielodzietności. O braku odpowiedzialności, wyobraźni itp.
Apogeum zaś dosięgnęło mnie w czasie wizyty u fryzjera, gdzie jak wiadomo, nie wylecę z mokra głową, na wpół obciętą.... traf chce, że chodzi tam także moja mama (i chyba to jest powód, że fryzjerkę zmienię) i może stąd te uwagi choć nie sądzę aby mama cos tam złego gadała o nas. Ale... nasłuchałam się, że mama jest umęczona dziecmi, hałasem, że powinna odpoczywać, że ciasno w domu itp.... 
Nożesz cholerka. Że aby mieć dzieci to trzeba mieć warunki. No rzeczywiście - kryterium priorytetowe. Nawet mocno mnie to nie ruszyło ale chyba nie to miejsce na porady psychologiczne i osobiste. No i nie ta osoba... Z tym, że.... dwie Panie (w tym jedna obrażona, że do niej poszłam więc w dodtaku foch) obie Panie - same umęczone życiem, niezadowolone, narzekające (od kiedy pamiętam) - jedna dwójka dzieci, druga jedno.... I czy wielośc dzieci ma wpływ na zmęczenie? Bo one wyglądały na bardziej niezadowolone z życia i zmęczone niż ja.
Tak sobie siedziałam, patrzyłam na babeczki, na siebie - gdzie mimo czwartej ciąży trudno się dopatrzyc patologii wielodzietności i zastanawiałam się, że szkoda, że nie wszyscy znają piosenkę Młynarskiego...
"Róbmy swoje,
A Ty, Widzu, brawo bij,
Róbmy swoje,
A ty nasze zdrowie pij,
Niejedną jeszcze paranoję
Przetrzymać przyjdzie robiąc swoje, kochani,
Róbmy swoje,
 Żeby było na co wyjść!"

No właśnie... więc niech każy robi co do niego należy, bez wtrącania się i dawania dobrych rad... Za kilka lat okaże się kto miał rację albo i nie... Choć już teraz widzimy, że to co nas obecnie dotyka - trójka z czwartym w drodze - nas zmienia. I niech tak jest....

środa, 22 sierpnia 2012

Fryzjer, nalepki i inne głupotki

Stwierdzam, że w istocie ciąża działa na mnie odmóżdżająco :) Nic mi się nie chce, nie mam sił ani nawet pomysłu aby coś pożytecznego zrobić, książkę czytam jakimś wysiłkiem nadludzkim - no może to z powodu ciagłego przeszkadzania ze strony Głównych Mieszaczy... 
Więc i notki z tego powodu - byle jakie, o niczym i mało ciekawe i porywające. A może już takie moje życie się zrobiło? Kuro - domowe? Z kupami, pieluchami, sprzątaniem i praniem w roli głównej? Hm....
Li i jedynie - byle jakoś jakaś się wdarła w moje życie. Rutyna i totalne odmóżdżenie.
No bo co można powiedzieć o Matce, która trzy godziny spędza u kosmetyczki robiąc paznkocie !!!!??? Szczyt próżności.
Potem idzie do fryzjera aby odpocząć od wrzasków :) no i oczywiście zapanować nad wypadającymi włosami. Mimo ciąży tym razem wypadają. Na spacerze z dziećmi nawet nie jestem w stanie normlanie prowadzić konwersacji bo Staś wymaga skupienia i szybkiego startu W Razie Czego... a z moim rosnącym brzuszkiem zaczyna to być problematyczne :) A propos brzuszka. Gruba się robię. Guziki od spodni odpadają jak mam zamiar dopiąć to i owo :( Normlanie żenada. No i czeka mnie zimowanie z brzuszkiem. Nie miałam tak... Zawsze rodziłam na wiosnę lub wczesną jesienią i obce mi były rajstopy, kurtki i kozaki w ciąży :( Będę wielka, gruba i jeszcze grubo ubrana... Jakiś koszmar. A ponadto nie wiem JAK ubrać Malucha wychodząc ze szpitala?! Zawsze sweterek, jakaś cienka czapeczka ewentualnie kombinezonik cieniutki.... Mamo - czwarte dziecko a ja zielone. Dzieci powinny się rodzić chyba tylko wiosną :) wtedy mało problemów :)))))
A mnie dziś czeka naklejanie czegoś na słoiki - naklejki jakieś musze porobić czy co aby nie pomyslic przypadkiem buraczków z wiśniami a poza tym - ładnie będzie wyglądać. Z drugiej strony M. już się lekko irytuje widząc nie pochowane słoiki. ... Hm... czy ja mam sama znieść to do piwnicy? A czy kran musi odpaść aby w końcu wymienić uszczelkę ? Czy hurtowo musi sie coś zepsuć??? Więc ja dziś SWOJE zrobię :) a później uprzejmie doniosę czy uszczelka po 2 miesiącach cieknącego kranu została wymieniona. Obawiam się, że nie :)))
Ze względu na wymuszoną przez Stasia samodzielność w jedzeniu na jakiś czas musimy ograniczyć lub wyeliminować zupy.... Drugie danie, kasze zajada sam ale zupy... jakaś masakra :) No ale samodzielność powinna mnie zawsze cieszyć, prawda?

wtorek, 21 sierpnia 2012

Dla ciekawskich i życzliwych :)

W górnym lewym rogu "sadzę" - dzięki poradom Zochulkowej_mamy - sygnaturki...
Dla mnie to pomocne szczególnie z Czwartym... mam ciągle problem z policzeniem który to tydzień. I za każdym razem DZIWIĘ się, że to JUŻ.... następny???? JUŻ skończony 19?????? Czy ktoś popycha zegar???? Zaraz z górki mi będzie lecieć a tu remont pokoju trzeba zrobić, tatpety kupić, regały... może w końcu przypomnę sobie GDZIE powędrowały małe ciuszki???
Jakaś niezorganizowana jestem. No i co z wózkiem ? M. nie chce słyszeć po podwójnym. Ha... :) I jak tu upartego M. przekonać?

czwartek, 16 sierpnia 2012

Ogarnia mnie lekka panika...

Rok szkolny. Niby czekam na niego bo daje mi to 3- 4 godziny luzu w dzień ale... odwożenie, lekcje, wstawanie rano, śniadanie, prasowanie ubranek, kłótnie z Jankiem na temat co ubrać. Deszcze, wiatry, śniegi i ja... w 7,8,9 miesiącu ciąży. Lekko mnie to przeraża :( Zajęcia dodatkowe, opłaty...
Książki dla M. mamy kupione, dla Jasia - dopiero we wrześniu ale to nie będzie duża suma. Jeszcze wyprawka, kapcie dla dwójki, jakieś kartki, kredki ... niby nie dużo - bo na przykład plecak mamy i to całkiem w dobrym stanie. Tak więc finansowo nas nie pożre ten rok szkolny ale jak to będzie później?
I tu... Bogu dziękuję, że jestem w domu :))) jakos chyba logistycznie łatwiej...

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

dedetektywistycznie

Jak już pisałam wczesniej bierzemy udziała w konkursie Detektyw w Muzeum. Super sprawa choc dzieci już aż tak nie przeżywają ale za to rodzice wciągnięci na maksa. Biegamy po muzeum z kartkami, liczymy szalupy na mini modelu Daru Pomorza, kłócimy się o inwolucję (HA!), szukamy części chaty Żerowmskiego i ślepi jesteśmy a muzealnicy podpowiadają nam ciepło - zimno. Komedia :))) Ale super... dzieci miały frajdę ślizgania się w Muzeum Miasta Gdyni choć nie było to całkiem legalne, jeżdżenia windą i oglądania wystawy samochodzików a także szalenie podobały im się wizyty na statkach ORP "Szczała" (według Marcysi - tzn. Błyskawica ) oraz Dar Pomorza....
Rewelacyjna sprawa - kto nie był jeszcze a ma możliwość zawiatać do Gdyni - polecam. Zostało nam jedno muzeum, rozwiązanie krzyżówki i pozostawienie kart w specjalnej skrzynce.
A co poza tym... Staśko ostatnio mnie martwił bo pił na grandę litry wody, soków, herbat... maskara. Noc, dzień ... poszłam do lekarza bo nie podobało mi się to i podejrzewałam odwodnienie bo kupy robił starszne... Uf... cukier dobry, dostał debridat i coś jeszcze i w zasadzie jest zdecydowana poprawa ale jelitka dalej potrafią szwankować. Coś skubany złapał.
Jaś przestał narzekać na ząbki - dla pewności idziemy w czwartek (ja do wyjęcia lekarstwa) a on do przejrzenia paszczy i ewentulanie rtg czy nie bylo zapalenia oksotnej lub miazgi. Ble...
Ogólnie czas leci szybko i niespodziewanie lato namsię kończy. Coraz szybciej ciemno, coraz chłodniejsze dni... niezauważanie sięgam po cieplejsze rzeczy. Trochę smutno. Muszę przed zimą jeszcze z kilka razy Jasia wykapać w morzu aby mu ta rybia łuska ciut się zaleczyła a potem znów bujanie z maściami.
Ja czuję sie ok, dzidzia od niechcenia się trochę porusza a potem jest cisza, spię na oragło i mam zadyszkę... ale to pewnie przez anemię. Zastrzyków brać nie muszę więc o tyle ok. Jak na razie to dziecię w brzuszku grzeczne i bezproblemowe i tak poproszę aby pozostało bo Staś daje mi popalić za dwóch :)
Staś gadać nie chce choć posiadł nową umiejętność komunikacji poprzez wdzięczne kiwanie głową na tak lub nie. Do tego lekkie pomrukiwanie i pokazywanie palcem oraz yyyy i eeeee i jest w stanie dogadać się. A obcych ujmuje wdzięcznych usmiechem lub kiwaniem rączką. Ze skromnego słownika werbalnego można wyłuskać - mama, da, ma, dada, łoda, i ala - choć to ostatnie często znacza wiele osób i rzeczy. A... bacia - to babcia... i nic więcej.... ubogo wręcz tragicznie ubogo. I jak tu pogodzić jego fascynację książkami z takim słownictwem??? Ufam jednak, że się rozkręci i niemotą nie pozostanie :)
I to by było na tyle wczesnym rankiem - cudem dzieci nadal śpią. Dziwne...

czwartek, 9 sierpnia 2012

Szybka notka przy lekko ciepłej herbacie.

Bo jakby ktoś nie wiedział, to ja lubię GORĄCĄ herbatę ale rzadko kiedy uda mi się taką wypić. Dzisiaj M. w domu. Ale nie było tak źle. Przełamałam się i przygotowałam MU wszystko i okna zostały umyte. Ja tylko smyrnęłam parapety bo mój M. uważa, że parapetów się nie myje :))) hi hi... nota bene to on framug też nie myje więc umył... szyby :)))) Poczekam z szorowaniem do porodu :)))))
Ale załamke miał kiedy mu przygotowałam również i w dużym pokoju... hi hi... - I TU TEŻ??? No Dziubas - normalnie zdziwienie a czy w dużym się nie brudzą czy jak? Pracy może nie ma ale w domu trzeba coś zrobić. No i po umyciu 4 okien (babci już mu darowałam) stwierdził, że ogromnie dużo zrobilismy.... hi hi... Ciekawe czemu jak tak się sobą nie zachwycam :)
No i teraz M. zabrał TRÓJKĘ (tak tak... sama jestem w szoku) na spacer. Co prawda pewnie zaraz się wszystko zwali na głowę ale na razie jest cisza, spokój i czysto... Upiekę szarlotkę i może zdążę umyć łazienkę ale cisza i ta błogość jest cudowna. Pewnie nie na długo... ale choć na godzinkę :)
Może wieczorkiem ciut usiądę choć nie wiem bo padam na nos a dzieci są spragnione książeczek, gry w kiki Ricky (swoją drogą rewelacja!) a dla mnie samej nie ma już czasu, chwili i sił :)

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

17 tydzień i 188 gr :)))

Tyle ma Nasz Czwarty Maluch. Rośnie sobie dobrze i zdrowo. Na ten tydzien doktor mówi, że jest ok. Co prawda lekko mnie pan doktor ograniczył bo łożysko zbyt nisko i mam szereg zakazów. Tak więc Hanulo - podróż do Warszawy innym razem :( szkoda. Z jednej strony lekko mi ulżyło bo podróż z trójką Moi Szaleńców lekko  mnie przerażała.
Dzieć Nr 4 sobie leży i macha nówkami - leży jak na razie poprzecznie czym przypomina przekorę Stasia, który tak leżał bodajże do 26 tygodnia!!! Łożysko - pierwszy raz mam na tylnej ścianie - sama więc jestem -ciekawa jak będzie mocno kopać :)))

Coś ciekawego w Gdyni :))))

"Wyobraź sobie, że dopiero zostałeś detektywem, a już masz pierwszego klienta - tajemniczego emigranta, który zwiedził wiele ciekawych miejsc i widział niejedno. Niestety, na stare lata zapadł na zagadkową i rzadką chorobę, która dotyka tylko najwytrawniejszych podróżników i powoduje u nich zanik pamięci - EMIGREZJĘ!

Emigrant przypomina sobie jedynie fragmenty swojej przeszłości, ale pełny sens zdarzeń pozostaje nieznany. Przed Tobą prawdziwa zagadka detektywistyczna - musisz pomóc podróżnikowi uzupełnić jego wspomnienia. By to zrobić, wybierzesz się w podróż, która przyniesie wiele zagadek i łamigłówek do rozwiązania. Stawka jest wysoka - w końcu to Twoje pierwsze śledztwo!

Muzeum Emigracji w Gdyni zaprasza rodziny i młodzież do udziału w wakacyjnej grze miejskiej DETEKTYW W MUZEUM. Uczestnicy gry, w roli detektywów, w okresie od lipca do sierpnia 2012 roku mają za zadanie odwiedzić 7 muzeów w Gdyni i w każdym z nich odnaleźć eksponaty związane z tematyką podróżniczą oraz rozszyfrować zagadki związane z przeszłością starego, zasłużonego emigranta. Rozwiązaniem wszystkich łamigłówek będzie sekretne słowo, które przywróci na stałe pamięć podróżnikowi i zakończy powodzeniem nasze śledztwo.

TRASA ŚLEDZTWA

Szczegółowy regulamin oraz kartę zgłoszenia do gry można pobrać od 3 lipca 2012 roku ze strony www.muzeumemigracji.pl. Detektywi mogą elastycznie prowadzić śledztwo według najlepszych ze znanych sobie metod - scenariusz pozwala odwiedzać muzea w dowolnej kolejności. Na najwytrwalszych śledczych czekają 1o września atrakcyjne nagrody, a dla wszystkich uczestników gry przewidziane są specjalne bilety do gdyńskich muzeów w zniżkowej cenie. Odkryj tajemnice migracji, podróży i wędrówek ukryte na szlaku gdyńskich muzeów!

Historyczne śledztwo rozpoczęte!"


########


NO REWELACJA :))))  ZABIERAM SIĘ Z CHĘCIĄ ZA TO!!!!

Trochę reklamowo

Tym razem miałam możliwość testowania odświeżaczy powietrza AMBI PUR. Fajna sprawa - zapachy piękne, okazało się jednak, że niestety mam na nie jakieś uczulenie :( choć sama gama zapachów była piękna i bardzo urozamiacona. Trzeba przyznać rację, iż wydajność odświeżacza wyszła na plus - jak i skuteczność pochłaniania brzydkich zapachów.
Porozdawałam dość szybko te próbki (niestety nie miałam cytrusowego ani lawendowego bo powtarzały się zapachy sosnowy i kwiatowy - no ale wszystko nie może być idealne :)))
Ogólnie znów kampania na plus... z zastrzeżeniem, że akurat te zapachy chyba nie są dla alergików - ale pewnie żadne odświeżacze pewnie nie są dla kogoś z jakąkolwiek alergią wziewną. A u mnie zapewne skutki ciąży :)))

sobota, 4 sierpnia 2012

Co robi Matka Polka kiedy dzieci nie ma w domu...

robi buuuraczki :)))))
co prawda teraz siedzę i pieknymi paluszkami z lakierem w kolorze koralowym pisze notkę i popijam herbatkę. Bo ciepło i jakoś odsapnąć muszę. Buraczki cz.1 są przepyszne i słodziutkie - Marcysia będzie zachwycona - siedzą już grzecznie w 10 słoiczkach i czekają na pasteryzację. Teraz buraczki cz.2 czyli buraczki dla mnie osobiście - lekko pikantne z cebulką, papryką  - mniam!
A po południu dokończę ogórki i to by było na tyle. Trochę było roboty - nie powiem ale słoiczki się tak wdzięcznie uśmiechają teraz, że wcale nie żałuję takiej ciężkiej roboty. No i oczywiście nie skończę na tym :) jakiś nałóg mnie ogarnął :)
Dzieci sztuk dwie - najstarsze poszły z Ojcem i Osobistym Moim M. na rowerki. Okazało się, że i Marcysia bez problemu zaczyna jeździć na dwóch kółkach. Co do niej to się nie martwię bo nie przekracza ona prędkości światła - jeździ dostojnie jak przystało na Księżniczkę. Ale Janek.... matko :) nawet jak powie - Mamusiu będę jeździł bardzo, bardzo wolniutko... to i tak jest to tak szybko, że tylko modlę się aby nie rąbnął jakąś ważną częścią ciała o bruk.
Niestety - Staś przejawia predyspozycje skłaniające się bliżej Janka - Szaleńca niż dostojnej Marcysi. No cóż... nie wiem jak przeżyję trzeciego chłopca i mam nadzieję, że Pan Bóg uwzględnił moje możliwości fizyczne.
Jak na razie - Staś jest najbardziej męczącym mnie w dzień dzieckiem. W nocy zamienia się w Anioła i pięknie śpi. W dzień - zamienia się niczym dr Jekyll i mr Hyde. Matko co ja z nim mam :)))) Ale dziecię fajne, że hej. Jako jedyne daje cześć na zawołanie - obcym też ?!, papa, buzi - ale to bliskim i zostaje raczje ze wszystkimi bez problemu. Byle na dworzu :))))
Kopie piłkę z zaciętością - w ogóle kocha piłki. A tak myślałam, że jakimś lekarzem zostanie a mi tu piłkarz rośnie. Zabawki? phi - na pięć minut. Najlepsza zabawa to gonitwa za starszakami - biedni sąsiedzi. Na szczęście nie często się to zdarza - tak raz na dzień :)
Wyszła mi notka długaśna... no proszę - nawet humor mi dopisuje, mimo wizji lekarza w poniedziałek, problemów z osobistym bratem, bólem zęba (wczoraj dentysta)... i ogromu pracy. Więc może nie jest tak ze mną najgorzej???
Ok - spadam i ide do pożytecznej pracy. Naoglądałam się znów Tomka (to taki pociąg) i w uszach mi dudni - Tomku bardzo pożyteczny z ciebie pociąg.... hm....:)))

czwartek, 2 sierpnia 2012

Boli głowa

Dopadło mnie  zrana i po tabletce przycichło ale muli. Dzień do luftu. Ja do kosmetyczki - henna i paznokcie. Staś do pani Steni. Dzieci z tatą. Wiśnie się smażą. Będzie dużo soków i troszkę konfitur. Ja leżę. Staś na razie spał. Nie wiem jak teraz. Ogórki i papryka czeka. Staś - jak słychac - spał :))
Jutro dentysta - dla Jasia i dla mnie. Cudownie.
Mam chyba jakiegoś doła. Nic bym nie robiła.

środa, 1 sierpnia 2012

Przetworowo

Ogórki, papryka, buraczki i wiśnie :) ogromne ilości czekają na litość i na ogarnięcie. Zabieram się najpierw za konfitury z wiśni. Drylowanie to sama przyjemność :) ale z trójką dzieci i czwartym w brzuszku może się okazać nieco utrudnione ::)

Jesień

Jesiennie już doprawdy Wczoraj byliśmy na wycieczce w lesie w poszukiwaniu polany, która widać z okna. Nie znaleźliśmy albo znaleźliśmy ale...