niedziela, 27 lipca 2014

Włacza się czasem opcja - spieszmy się...

Czasem w życiu włącza mi się opcja .. Spieszmy się kochać...
Jak kłade dzieci spać. Jak usypiam albo jak już śpią i przykrywam je kocykami.
Albo jak jedziemy całą rodziną na wycieczkę.
Jak ubieramy choinkę lub jak robimy ciasteczka.
Jak wieszamy razem pranie albo jak któres z dzieci uczy się jeździć na rowerze.

Albo jak dowiaduję się, że Mama jest bardzo chora. A to co powodowało jej zły stan zdrowia w zasadzie nie ma dobrego zakończenia.
Ale bierze mnie wkurw jasny jak o takich rzeczach dowaiduję się na korytarzu! gdzie są obok pootwierane sale chorych. Jak ktoś mi z wyższością mówi o mojej niekompetencji i wyśmiewa moje powątpiewanie w sensowność nastepnego, obciążającego badania... No wkurw mnie taki bierze na cały system ale jestem bezradna bo nawet porządnie nawrzeszczeć na babę nie mogę. NIE MOGĘ!
Kurna... jestem pracownikiem służby zdrowia i bierze mnie cholera jasna jak słyszę, że MUSIMY mieć wynik bo wtedy możliwe będzie dalsze leczenie. I co? Jak nie został dobrze pobrany teraz to zrobimy jeszcze raz badanie. A jak nie wyjdzie? To jeszcze raz... OBCIĄŻAJĄCE badanie bo wynik MUSI być.
I gdyby nie pchnięcie Mamy przez doktora z I. to nadal pewnie byłaby w domu bo na przyjęcie na oddział czeka się dwa miesiące!!! Na wyniki his pat trzy tygodnie... nosz ... wkur mnie bierze bo ludzie nie zdążą czasem być leczeni!!!

W takich sytuacjach widzę, że jestem osobą "zadaniową". Jest zadanie do wykonania i ja musze to wykonać. Bodziec - reakcja.... Jest zadanie do wykonania. Zawieźć przywieźć wyprać. Załatwić skierowanie. A tu czasem szlaban. Czekać... bo pani doktor podejmie decyzję o wypisie... w poniedziałek w południe. Czemu nie dziś? Bo w poniedziałek.
Albo ściana  - bo na his pat czeka się tzry tygodnie a tu nic więcej nie można zdziałać

I powiem tak... po dzisiejszym dniu wkurwów (jesli kogoś uraziłam to przepraszam) i szlabanów, których obejść z różnych przyczyn nie można ... bierze mnie nerw mega na to chorowanie. Bo nie liczy się pacjent. Nie liczy się jego jakość życia. Nie liczy się... to o czym mnie uczono na studiach. Liczy się papier, diagnoza i statystyka...

piątek, 25 lipca 2014

Brak czasu i intensywność

To jest tak... jak rano wstaję to zmywarkę wstawić, pralkę włączyć... poprasować. Śniadanie jak Młodzież wstanie... Łóżko... potem plaża. Póżniej zakupy, sprzątanie i obiad w między czasie. Wraca Michał ... do mamy jadę do szpitala... wieczór. Kąpiel, kolacja i przytulanie się oraz bajki...
I nie mam sił na komp. Aby odpalić, aby napisać. Może zdarzyłoby się w ciągu dnia chwila. Ale dzieci albo bajkę chcą albo grę. No zawsze jak mam chwilę aby przysiąść...
Znikam z moim egozimem. On wypływa jak bańka napełniona powietrzem ale w tym wszystkim znikam sama.
Mama w szpitalu od dwóch tygodni. Jednym słowem źle. Zobaczymy co po badaniach - bo jak na razie badania nie są jednoznaczne.

Mam jakiś pokój w tym wszystkim. Nie wybiegam zbytnio na przód choć oczywiście projekcje to moja specjalność. Mama w czasie tego pobytu zmieniła się ... bardzo. Czekamy i zobaczymy co dalej będzie.

Dzieciom staram się mimo wszystko jakoś organizować czas. Plaża, spacery... plac zabaw. Pogoda przepiekna. Od kilku tygodni nie padało. Morze cudowne (nie licząc nie lubianych miejsc) i korzystamy z tego ile się da. Ze względu na niepewną sytuację z Mamą nie możemy nic więcej na razie zaplanować. Marzy nam się osobista pielgrzymka na Jasną Górę. Potem chcemy pojechać wzdłuż Wybrzeża i zwiedzić Latarnie Morskie :) Taki zrobić sobie Rodzinny Rajd Szlakiem Latarni Morskich...
Ale zobaczymy JAK. Zobaczymy KIEDY....
Bóg przewidzi.

Z drugiej strony odechciało mi się pisać po niektórych "mądrych" komentarzach tzw. anonimowych. Bardzo znamienne jest to, że domyślam się KTO to pisze... stylu się nie zmieni. Można się nie podpisać ale kod genetyczny się zostawi.
I znów zastanawiam się KOGO tak bardzo irytuje nasze życie?
Nie kłócimy się jakoś nagminnie. Owszem kłócimy ale godzimy. Dzieci wychowujemy tak jak my uważamy. Nie chodzę do pracy (ooo to najbardziej boli.....) bo takie jest nasze życie i nasze potrzeby. Karmię piersią tyle ile uważam i nikomu nic do tego.
Jesteśmy w takiej i nie innej wspólnocie bo to nasze życie.
I poświęcam dzieciom aż tyle czasu bo to nasze dzieci i inwestycja na przyszłość. Ale nie tylko ... bo to dzieci, które mamy nauczyć, wychować i mają sobie dac radę w życiu... a teraz mamy czas na kochanie i tulenie. Inne dzieci tego nie mają i stąd wiele ich problemów.

I takim to sposobem po dwóch dniach skończyłam notatkę :)
A nota bene ... wczoraj miałam gorszy dzień. Albo brakuje mi deszczu albo mam sporo roboty i nie wiem w co ręce włożyć. Zabrałam się za pokój mamy i za pokój dzieci (remanent książek). Ogromne ilości ich mam... skąd? :D

niedziela, 6 lipca 2014

Tydzień :)

Już tydzień wakacji. Szybko mija czas. A to dalej walczymy z kaszlami - tym razem Michał. A to na rowery się wybieramy i robimy zielnik. A to dzisiaj plaża. Michał dzisiaj wyjątkowo w pracy. Daleko. Ale zebrałam moją gromadę, zrobiłam rano gofrów i pojechaliśmy na polankę Redłowką. Lubię to miejsce. Ludzi sporo ale i tak chyba mniej niż w centrum.
Daliśmy radę. Dzieci popluskały się (brrr...) pobawiły się w miłym piasku i po póltorej godzinie nasza karawana wózkowa szła dalej.
Współczuję tym, którzy chcą czy muszą pracować w takie dni. Szłam z naszymi dzieciakami i cieszyłam się poraz tysięczny, że mogę robić to co robię. Spotkałam trochę znajomych (dawno nie widzianych) i widziałam w oczach ten zaskok... co? TYLE dzieci? Hm... tylko tyle :)

Na plaży miałam dziwne zdarzenie.
Podszedł do nas chłopczyk - lat najwyżej trzy. Wziął koparkę i zaraz za nim podbiega mama (taka z typu matek "latających") Nie ruszaj - masz swoje zabawki.
- Ok... może naszą pożyczyć ale musi się najpierw spytać :)
- Jakby umiał mówić to poprosił.

Głupio mi się zrobiło no bo fakt może jakiś chory jest. Autyzm czy co? Ale po obserwacji widzę - słyszy, piszczy, odpowiada mamie... ucieka gdzie pieprz rośnie. Normalne dziecko.

I tak sobie myślę - nawet od Antosia wymagam aby komunikował jak coś bierze... da się. Nie musi prosić zdaniami? pełnymi z deklinacją. Nawet nie musi nic mówić. Ale ma poprosić? Dużo wymagam. Ok... jak chore to co innego może nie potrafi.

A na naszym piętrze smutno. Odszedł szybko, nagle niespodzianie jeden z sąsiadów. Jeden z tych sąsiadów miłych i życzliwych. Tym bardziej żal. Zawsze widziałam go razem z żoną - teraz jak ją widzę samą jakoś dziwnie. Obco...
Cóż... księga życia się zamknęła. Szybko mija czas a to co nam pozostało trzeba dobrze wykorzystać. "Spieszmy się kochać ludzi ... tak szybko odchodzą"


wtorek, 1 lipca 2014

Jest lepiej

Jeste zdecydowanie lepiej.
bolą co prawda zatoki dość mocno ale już jestem chyba na prostej ku wyzdrowieniu.
Uf... chorowanie to nie jest mocna strona.

A poza tym?
Napawam się takim wspaniałym uczuciem, że nic nie muszę. Nie muszę rano wstawać na godzinę i szykować do szkoły Marcysi czy do Klubu Janka.
Mogę zrobić dzieciom ciastolinę, poczytać książki, pobawić się z nimi, wyjść o 19.00 na rolki.
Super uczucie...
Oprócz tego jeszcze dotyka mnie coraz bardziej jakie to szczęście, że jestem w domu. Że zajmuję się nimi w domu, że są dopilnowane, że nie mają problemów w szkole... że MAM dla nich czas. Choć często gonię w piętkę ale MAM dla nich czas. WŁAŚNIE... co prawda jak muszę robić obiad czy prasować (to moja praca) to żal trochę, że w tym czasie czegoś nie mogę. Ale przecież oni się świetnie sami też bawią. Tylko pytanie dlaczego właśnie wtedy MUSZĄ coś chcieć :)
Naprawdę wygrałam tzw milion szczęścia, że bez jakiś większych wyrzeczeń mogę być w domu. Nie gonimy za pieniądzem, nie mamy świra dotyczącego ksztłcenia siebie ani zaspakajania własnych ambicji. No ok - bezambicyjni jesteśmy. Bez parcia na robienie kariery. Ale jacy szczęśliwi!
A w weekendy z radością razem możemy gdzieś pojechać.

Docenić to warto...
W piątek mama trójki chłopców z zaprzyjaźnionej wspólnoty wracała po zakończeniu roku szkolengo do domu. Miała wypadek samochodowy. Dachowała... Najstarszy syn nie przeżył. Dwoje młodszych leży w szpitalu w ciężkim stanie. Ona też ... połamana.
Chwila a wszystko się zmienia...
Perspektywa, piorytety...
Kariera, pieniądze, stanowisko czy dobre wykształcenie... co jest to warte?
Nic...

Jesień

Jesiennie już doprawdy Wczoraj byliśmy na wycieczce w lesie w poszukiwaniu polany, która widać z okna. Nie znaleźliśmy albo znaleźliśmy ale...