środa, 31 lipca 2013

Lekki bulwers - strefa bez dziecka

STREFA bez dziecka


Lekko mnie zbulwersował artukuł ale też i komenatrze na forum ... czy ja jestem dziwna? Zaczynam się czuć po prostu dyskryminowana i co gorsza traktowana jak niespełna rozumu bo zaczyna mi się mówić - dorosłej osobie bądź co bądź, gdzie mogę dzieci zabrać a gdzie mają zakaz. Nożesz ... do tej pory taki nerw brał mnie na Mszach świetych gdzie mi prychano, wzdychano lub mówiono (nie mi osobiście), że dzieci nie rozumieją wiele a zakłócają ciszę modlitwy.
Denerwują mnie takie sytuacje, gdzie ogranicza się wstęp TAKIM a TAKIM osobom. Teraz dzieciom, potem starcom i niepełnosprawnym, z długimi włosami czy z krótkimi ... Jestem osobą z jakimś tam poziomem inteligencji i nie potrzebuję wywieszki, która mnie informuje, że nie pożądana jest w tym miejscu obecność dziecka. Nie potrzebuję stref dla i bez dzieci... Nie zaobserwowałam na moich randkach z M. w knajpkach tabunów dzieci, które by nam zakłócały spokój. A mam tez ptrzebę pokazania dzieciom normalnej restauracji, piękna muzyki poważnej czy Ecuharystii i nie będę czekać do czasu kiedy coś będą rozumieć bo KIEDY ma to nastąpić? Ktoś powie mi kiedy jest magiczna granica rozumienia dziecka? Od kiedy zaczyna być na właściwym miejscu?
Nożesz... artukuł mnie lekko wkurzył :(

piątek, 26 lipca 2013

Różności - to co sobie przypominam

Antoni nasz skończył przecież pół roku :) Co prawda na wyjeździe. Od tamtej pory nieustannie ćwiczy raczkowanie - idzie mu nieźle i dość szybko, siadanie - również wyniki zadowalające oraz od wczoraj ! - wstawanie... tu trzeba mieć oczy szeroko otwarte i szybkie nogi bo Antoni rczkuje do ...
a. paczki pampków
b. szafki
c. nóg KOGOŚ i ...
raz dwa trzy do góry się wspina ale, że i tudzież oraz i takie tam... nogi są nadal niećwczne idzie nam stanie opornie i najczęściej rypnie o podłogę o ile ktoś go nie przechwyci.
CZY JA NARZEKAŁAM NA MAŁE dziecko? Odkręcam - małe dzieci to lajt... teraz przepraszam ale nie wiem jak się nazywam
Antoś rzeczywiście potrafi się już przemieszczać i idzi emu to światnie ale oczywiście nadal UBÓSTWIA mamę i jeśli ona zniknie z jego oczu a Dziecię WIE, że mama nie wyszła do kosmetyczki, fryzjera oraz innych zbytków drze paszczę zawzięcie i nie jest się w stanie uspokoić dopóki mama nie raczy go wziąć na ręce i (jeśli oczywiście robi coś pilnego) wsadzić go w chustę. O - wtedy nawet i posiedzę, zasnę i z lubością possam pierś lub paluszka ale warunek musi zostać spełniony - mama MUSI być w najbliższej odległości.

Tak więc taki obrazek jak z wakacji jest najczęstszy :)


Tu musze powiedzieć, że chusta kólkowa w tym wypadku spełnia się u nas w stu procentach. Antoni zadowolony a ja w miarę moblina...



a Staś? Staś doprowadza matkę do rozpaczy bo jest totalnie wyluzowany pod względem nocnikowym. Nie widzi nic złego ani niestosownego w sikaniu w pieluchę, w gacie, robieniu kupska w różnych miejscach. Jest totalnie oporny i wytzrymały. ??? ma w głębokim poszanowaniu co i kto mówi na temat sikania i robienia kupy na przykład na schody. Lekko zaczyna mnie to frstrować i zaprzysięgłam sobie, że chyba jednak przestanę wierzyć w gotowść jakąkolwiek Mojej Małej Cholery. Stas uważa, że jest mały i wołać nie zamierza. No cóż... jedna jaskółka dzisiaj była bo wreszcie zawołał - i nasikał do zielonego cuda. Co z tego kiedy za 10 minut zrobił kupę w majty. Jednak zważywszy masakryczną ilość zużywanych pieluch nie cofam się i nadal puszczam młodego w gaciach po domu i na dwór. Cóż... może przed wrześniem wyjdziemy z pieluch. No po prostu odbieram TO jako życiową porażkę wychowawczą :)
A i oto mój Ancymon :)



Co dzieci widziały?

Ach co to był za wyjazd... Ponad 1200 km - samej MOJEJ jazdey plus ponad 400 km jazdy z wujkiem i ciocią.
Byliśmy oczywiście koło Góry Kalwarii, w Warszawie, w ... SANDOMIERZU :)
Jeżdzilismy, jeździliśmy co Antkowi się bardzo nie poodbało ale jakoś daliśmy radę. W ogóle z tym Antkiem to dziwna sprawa. Marudził, wył, skrzeczał, zanosił się... a w drodze powrotnej spał a kiedy się obudził na 5 km przed domem, na Estakadzie... rozejrzał się, uśmiechnął od ucha do ucha i zadowolony jechał dalej. No skubany ... no...
A u wujków sobie leniuchowaliśmy. Jedliśmy, spaliśmy, dzieciaki pluskały się w basenie, polewały wodą z węża, biagały na bosaka, chodziliśmy nad Wisłę, zwiedzaliśmy Warszawę, Czersk i ruiny zamku (choć te mnie bardzo zawiodły)... Po prostu takie nic nie robienie...
Janek kosił trawę, wędził schaby z wujkiem, grał na bębenku.
Marcysia znalazła koleżankę i prawie się z nią nie rozstawała co mnie lekko martwiło bo lekki konflikt czasem wynikał z siostrą koleżanki. Jednka jakoś daliśmy radę.
Staś - ach... Stach ten to się biedak nabawił kontuzji już w 5 minucie pobytu na wakacjach bo spadł ze schodów i rozciął sobie brodę. Cięcie było jak najbardziej do szycia bo i głęboki i brzydkie ale... krew się nie lała a ja właśnie przejechałam 400 km więc nie do śmiechu mi było włożyć wyjącego Antka znów do fotelika i równie wyjącego Stasia. Efekt jest taki, że rana się dalej goi :(
Na drugi dzień Stach został ukoronowany tamburynem po czym się przewrócił i znów nabawił się ran na głowie. Co prawda winowajczyni do piero w dniu wyjazdu przynała sie do występku ale skutek i tak był ten sam - Staś ucierpiał.
Tego też samego dnia wybraliśmy się na mega niebezpieczną wyprawę nad Wisłę i Stacha pokąsały wściekłe komary. Wyglądał uroczo plus gorączka powyżej 38 stopni. Zapodawałam wapno i wszystko minęło.
 Ogólnie wyjazd uroczy i ciekawy z drobnymi zgrzytami no ale jak to w życiu bywa - jest i tak. Czasem słońce a czasem deszcz.
A w między czasie w domu... trwała walka o zmywarkę. Walka z krzywymi ścianami, fuszerką poprzedniego pana, który robił nam kafle... Ale koniec końców - walka została wygrana przez mojego M. i ogłaszam wszem i wobec, że zmywarka ma się dobrze a my (ja) szkolę się zawzięcie JAK to zrobić aby było dobrze, oszczędnie, czystko i szybko.



A że obecnie zmywanie się "robi", ja piję kawkę a dzieci jakoś bezkłótliwie grają w spadające Kikiriki... to pozwolę sobie na zakończenie ekspresowego wpisu i powrócę do niego przy njabliższej sposobności... Tym bardziej, że JEDNAK słysze płacz Stasia... :(

piątek, 12 lipca 2013

Już za kilka dni...

w poniedziałek :) jedziemy
co prawda dzisiaj idę na kontrolę z Antkiem - zapalenie oskrzeli ale ufam, że jest lepiej. Choć kaszel okropny ale jest zdecydowanie lepiej niż kilka dni temu...
jedziemy a w między czasie, we wtorek przychodzi pan i... robi magiczną przemianę w kuchni i wreszcie DOCZEKAM SIĘ ZMYWARKI :))))))
OCZYWISCIE, że zdjęcia będą

czwartek, 11 lipca 2013

DZIEŃ 4 - NIEBIESKI



Niestety zdjęcie nie nowe... ale się nie mogłam oprzeć :))))

DZIEŃ 3 - INSPIRACJA

Dzień trzeci a ja ciągle się zastanawiam co mnie inspiruje. I niestety, niektórych zmartwię, inspiruje mnie co ale KTO - niesutannie i niezmiennie moją Inspiracją są dzieci. Choć czasem dość mi ich krzyków i pisków - gdy choć jednego brakuje to pusto.
I co dziwne wraz z Dorobkiem Dzieciowym zmieniam swoje piorytety, zasady niezmienne i jakbym łagodniała :) No cóż :) Dzieci uczą mnie, uwielbiam je obserwować, słuchać i rozmawiać z nimi... Są męczące - szczególnie dla kogoś kto jest na 24 godzinnym posterunku ale chwile spędzone z nimi należą do udanych...
A dzisiaj? bawiace się klockami dzieci były inspiracją tego zdjęcia... też z głębszym przesłaniem






środa, 10 lipca 2013

zagadka :)

 Sama się śmieję do tych zdjęć :) Zagadka, która sama mi się podoba ... KTO JEST KTO :)?
Dla uważnych same dzieci się różnią jednym szczegółem (po mamusi) ale też i są inne podpowiedzi.... w każdym bądź razie samo podobieństwo i mnie zaskakuje. Podejrzewam, gdybym miała tę koszulkę przy poprzednich fotografie byłyby cztery identyczne :) Ogłaszam zatem.... kto jest na pierwszym zdjęciu? Staś czy Antoś?


zdjęcie nr 1



zdjęcie nr 2


Jesteście gotowi??? :)


DOBRO...

Tak się zdarzyło już poraz drugi :) Telefon, paczka a w paczce? To co potrzebuję dla młodszych chłopaków. Dla mnie to niesamowite. Ktoś, kto zna nas tylko z bloga - pisze, czyta - nagle dzwoni i mówi - Moge przesłać paczukszę? I przysyła :) Dziękujemy bardzo - jesteśmy bardzo wdzięczni - magdusiolek :) Życzymy Wam wielu łask - Olusiowi radości a Tobie i M. spokoju... 
Staś zachwycony oczywiście układanką (swoją drogą mamy właśnie jedno takie dziecię uwielbiające układanki) i czepczką :) co z resztą widać na zdjęciu. A ja szczęśliwa bo mamy bluzeczeki i spodenki :))) I BUCIKI :) Ludzie z Wielkimi sercami są tak blisko i tak daleko... a ja znów doświadczyłam działania Pana Boga i Jego ingerencji wtedy kiedy to NAM najbardziej potrzebne :) Jeszcze raz dziękujemy....




DZIEŃ 2 - ZA OKNEM

Foto dzień drugi to...

ZA OKNEM


To mój ulubiony widok :) Trochę ogródka, zieleni i gąszcz ... za leśniczówką rozciąga się las... to daje mi poczucie nieskończoności i uwielbiam siedzieć tak przy moim oknie i patrzeć, patrzeć, patrzeć. Chyba tego będzie mi brak kiedy KIEDYKOLWIEK sie przeprowadzimy. Tego widoku z mojego wysokeigo piętra... w dal. Widok aż po horyzont. Choć na TYM zdjęciu akurat jest to co najpiękniejsze w naszych blokowych pustyniach...
RESZTA interpretacji TU. ZAPRASZAM :).

poniedziałek, 8 lipca 2013

DZIEN 1 - TWOJE ODBICIE

Tak zastanawiałam się i zastanawiałam i chyba... TO... zdjecie będzie właściwe...




Najświeższe bo z wczoraj ale ... to prawda, że nasze dzieci sa naszym ODBICIEM. A już M. to kopia mnie samej. Z wyglądu ale też ma wiele cech charakteru jakie widzę u siebie. To odbicie jak w lustrze. Czasem u siebie tego nie widzimy ale jak coś nas razi to zapewne w nas jest. Coś nam się podoba to chcielibyśmy aby u nas też bylo.
Taka jestem ja i bardzo podobna - jak odbicie jest M.

wyzwanie :) lipiec




NO TO DO ROBOTY....

niedziela, 7 lipca 2013

Antosiowe podrygi






Siedzimy w domku ... Staś i Jaś z Tatą pojechali auto oglądać - no comments :))) a w domu dziewczyny z Antonim sobie siedzą, obiad gotują i lenią się okropnie...
Antoni szkoli się obecnie w szybkości, Marcysia pokazuje mu JAK można się szybko przemieszczać. Najmłodszy Brat bierze sobie wszystko do serca i uczy się pilnie... Niedługo przestrzeń pokoju zostanie pokonana z szybkością kroku dorosłego człowieka. Obecnie to trwa neico dłużej ale i tak wydaje mi się za szybko :D Obecnie doczołgał się do stóp i ogryza mi palce :) NORMALNIE SZOK :)
Dzieci złapały jakiegoś fatalnego wirusa :( kaszlą, prychają i kupska były brzydkie. Marcysia jedynie nam gorączkuej teraz - Staś już po wysokich goaczkach... A tak w ogóle to wakacjonujemy i szykujemy się do wyjazdu (w poniedziałek w przyszłym tygodniu) No i .. fajnie jest.
Wczoraj odwiedziła nas urocza rodzinka z dziećmi i tym samym zmobilizowała mnie do sprzątrznięcia pokoju dzieci (najstarsza nie omieszkała skomentować naszego nieładu...) ale jak to się mówi ... wyszło nam to na dobre :)

środa, 3 lipca 2013

Lista lipcowa

Czytam zaprzyjaźniony blog - SEN MAI i w ostatnim wpisie jest mowa o pewnej liście...
Jako, że pomysł spodobał mi się bardzo, a sprawy w domu wymagają usystematyzowania... spróbuję wziąć się za to w sposób systemowy

1. Zrobić ekstra remanent rzeczy
2. Pomierzyć i zamówić PÓŁKI
3. Przetworzyć 10 kg truskawek i 5 kg malin :)
4. WYCHODZIĆ z dziećmi na spacery
5. CZYTAĆ dzieciom
6. NIE angażować się w net (to trudne)
7. ROZMAWIAĆ wieczorami z M - i modlić się za M. codziennie
8. WYJECHAĆ do W-wy :)
9. WRÓCIĆ szczęśliwie
10. SZYĆ - mam zaległości i wiele projektów
11. ZROBIĆ szkatułkę dla R. - decupage :)))
12..... cdn :)

Takie trochę jak Noworoczne :)

Chwila niepewności i ciąg dalszy nastąpi

Remont całkowicie nadal nie skończony ale chłopcy ŚPIĄ już w swoim pokoju (choć na starym łóżku) MALOWANIE DRZWI SYNKU KTO DOTY...