poniedziałek, 31 grudnia 2012

Koniec i początek

Wychodzi na to, że Kruszyna nie rychliwa aby zawitać jeszcze w 2012 :) w sumie... bardzo dobrze.
Zobaczymy jak po dzisiajszych baletach, jedzeniu i wariacjach sylwestrowych...
Koniec Roku jakoś tym razem nie nastraja mnie do reflekcji. Może zbyt szybko minął? Może się starzeję? Może co innego mi w głowie?
Ale jak się tak zmuszę do myślenia to stwierdzam fakt, że...
- TO BYŁ dobry rok ...
- skończył się z zawijasami ale widocznie nam to potrzebne

Wczoraj byliśmy na chrzcinach (M. był chrzestnym) i tym samym dopisujemy chrześniaka nr 7 do naszej listy... Kto ma więcej? Jakoś przeżyliśmy - no ja gorzej bo Janko ze swoim ADHD wiercił się w kościele, Staś zjadł dwie paczki herbatników i jakoś wytrzymał do komunii. Nie było tak źle a na poczęstunku było ok bo dość krótko a dzieci zajęły się zabawą.
Ja zadowolona bo zakupiłam sobie sukienkę (nie ciążową) ale się w nią wcisnęłam i było ok... paznokcie jeszcze wyglądają ok. Więc nawet wyglądałam znośnie choć wydaje mi się, że poród tuż tuż bo jakoś puchnę...

A dzisiaj sobie leniuchuję...

Wszystkim, którzy nas podczytują życzę Dobrego Nowego Roku... 2013. Niech się dobrze wnim darzy a Bóg niech nam błogosławi... :)))

sobota, 29 grudnia 2012

Przedporodowe wariacje krwawieckie


A pochwalę się a co :) Pościel dla chrześniaka Michała (na jutro)...


Tu widać czadową tasiemkę, którą GDZIEŚ musiałam umieścić w aniołki oraz odjazdowe guziczki trampeczki... co prawda przyszycie ich jeszcze przede mną :D

Lekkie zbliżenie...


I przerobiony ze starego nowy rożek... wersja z misie dla Antosia :)


Wersja dla Michalinki :)))


No musiałam się pochwalić :D Jakaś zadowolona jestem czy jak? :D

czwartek, 27 grudnia 2012

I po świętach...

I już po świętach... przetrwaliśmy jakoś. Tak leniwie :) Ale było ok. Wigilia w domu, potem szybko do Teściów. Ciut mnie to umęczyło szczególnie towarzysko ale daliśmy radę. Nogi jak balony ale ok. Na Pasterkę nie udało się bo buty mam ino jedne i to nr 40 a nie 43 z obrzękami :)
I oto kilka fotek....


Choinka :) nasza kochana. Tym razem sypie się umiarkowanie i nie trzeba jej w tym roku likwidować zaraz po świętach.


Radość nieziemska z powodu upragnionej betoniarki. :)


Coraz więcej nas przy stole. Pytanie zaś padło takie - GDZIE usiądzie Michasia? (oczywiście JAN, który nie wierzy, że to Antoś)


I ja ... Matka Polka. Utrudzona, ale zadowolona.


Wigilia tym razem przebiegła, szczególnie czas PRZED bez wielkiego stresu. Mimo wszystko wyrobiłam się ze wszystkim, na spokojnie i bez stresu. Co prawda skurcze lekko mnie niepokoiły i po następnym dniu skurczy dałam sobie jednak już luz i spakowałam pobieżnie torbę :) do szpitala. Choć chyba jednak poczekam do 2013 roku :) Łatwo zapamietać taką datę:)
Dzisiaj wybrałam się na udane łowy w postaci zakupu sukienki w H&M bo Chrzest synka kuzyna Michała blisko a ja nie mam co na siebie włożyć. Załapałam się na przecenę i zakupiłam wcale nie ciążową sukienkę co mnie cieszy bo obskoczymy w tym i nasz Chrzest :) ... :D i inne uroczystości. A 60 zł to naprawdę niewiele za sukienczynę :)
Przy okazji nie mogłam oprzeć się srebrnym baletkom dla Marcysi oczywiście a nie dla siebie. :)
I tak oto... święta za nami. Przeżyte leniwie, rodzinnie i dość spokojnie. Jedna zadra ciągle tkwi ale ufam, że ma to jakiś sens. Tylko trudno mi sobie na razie to wytłumaczyć i zrozumieć.
Jakoś chyba mnie nie stać na większe przemyślenia... ściągnę zdjęcia z wizyty w kościele przy ruchomej szopce to coś wrzucę. A na razie leniwie pogrążam się w Nic Nie Robienie :)

niedziela, 23 grudnia 2012

Świątecznie :)

Niedziela niby leniwa ale...
ciasta porobiłam, dwie blachy pierniczków zrobiłam, resztę zostawiam na poświąteczny czas. Barszczyk nastawiony, jutro tylko pierożki... sałatka. Prezenty też popakowane.
Za oknem śnieg pruszy - mimo, że zapowiadali inną pogodę. Staram się cieszyć i przężywać te święta. Jednak smutno jest... jakoś się pogamtwało z moim rodzonym bratem. Ech.... to wszystko jakoś odbiera radość. Choć przecież Narodzenie Pana jest ponad wszystko... a moc Chrystusa może przemienić nawet to co nie jest po ludzku do zmiany.
Tego sobie i wszystkim Wam życzę, aby Chrystus narodzony swoją mocą Króla i Zbawcy zmieniał życie, serca i to co niemożliwe czynił możliwym...


A sobie jeszcze życzę spokojnego porodu - nawet za pomocą cc - o czasie... i następnego kochanego Bąbla...:)

czwartek, 20 grudnia 2012

Dni przedświąteczne :)


Tak oto spędzamy dni przedświąteczne... albo koncerty :) albo jasełka. Co prawda Mikołaj na jasełkach jest typowo świecki i jak widać Marcelina ma minę nieszczęśliwą... ale same jasełka jedne z najlepszych. Moja odważna dziewczyna powiedziała super swoją rolę... super.

Dziś z kolei wybrałam się z M. na zakupy. Miał M. iść jako pomoc a jak okazało się był ... jak to powiedzieć Marudą Do Potęgi. Nasze zakupy - a miałam już zapisane CO i JAK na kartce ciągnęły się i ciągnęły... nawet w sklepie z materiałami (pościel dla chrześniaka) M. miał obiekcje :)))) hłe heł ku uciesze pań sprzedających ... Ale nawet miłe to były zakupy ale...
- dzieci w domu z babcią
- ja jestem w 9 miesiącu ciąży (!) :) no i skończyło się skurczami w krzyżu. Dzięki Bogu po leżeniu przeszło ... uf.... :)))))

Bigos nastawiłam. Braki mam wielkie bo jakieś mimo wszystko mam lenistwo albo coś wolno robię. No ale ... zakupy prezentowe mamy, bigos mamy, dla dziecka mamy więc ... co tam. Rodzić mogę. Ba! nawet jest to dla mnie pożądane bo w nocy po serii chorób zaczęły się dla mnie tragiczne serie bólowe nadgarstków - zespół cieśni nadgarstka oraz drętwienia .... komedia :)
Rodzić więc czas i już mi wszystko jedno czy w tym czy za rok... :) Może być JUŻ!

środa, 19 grudnia 2012

PIerwsza noc od dawna...

Przespana w miarę możliwości... uważam ją za udaną ....:D


No tak nie wyglądam po przespanej nocy ale to zaległe zdjęcie sprzed tygodnia po .... wizycie u super fryzjerki. Już obecnie włosy nabrały charakteru - po umyciu, prostownicy brak więc na głowie mam jak zwykle misz masz... ale plus jest bo są super ścięte. Ni eiwem jakim cudem udało mi się umieścić zdjęcia jeśli tydzien temu krzyczalo mi, że usługa picassa ma za mało miejsca. Nie wchodzę w to... teraz udało mi się i ok...

Nocka przespana... ale wczoraj okazało się za pomocą przeglądu Jamy Ustnej Najmlodszego, że przyczyną jego osłabienia, osłabiającego mnie marudzenia oraz maskaryczego humoru... są wychodzące od kilku tygdoni? miesięcy TRÓJKI.... jest to nasze pierwsze dziecię, które w sposób tragiczny przeżywa każde zęby... no więc i trójki nie mogły przyjść na świat obojętnie... Oprócz tego oczywiście mega infekcja... leki zadziałały i noc była w miarę spokojna... uf....


To moja Gwiazda występująca na scenie w Teatrze Miejskim :)  Co prawda na zdjęcie nie widać w pełni pięknej czapki jaką wczoraj popełniłam ale już Marcelinka miała zastrzeżenia, że czapka nie miała białego paska... no cóż... ona (Marcysia) jest perfekcjonalistką... i powiedziała, że woli mieć czapkę KUPIONĄ - taką jak inne dziewczynki... hm... dla mnie czapki z tego materiału są okropne i niechlujne ale... Janko mój Artysta jest innego zdania i wczoraj  czapkę mikołajkową nosił na dworze...:)
,

wtorek, 18 grudnia 2012

Domowy szpitalik

Matce Rodzicielce przeszło - dokaładnie w 48 godzin po pierwszych objawach. A dlaczego? Aby była zwarta i gotowa obsługiwać resztę. Dzieci - chore. Najmłodszy na Klacidzie... Mąż i Ojciec - grypa żołądkowa. Choć objawy żoładkowe skąpe. Ale ... ogólnie umierajcy. Wracam Ci ja wczoraj z koncertu z Teatru gdzie nasza Najstarsza dzielnie śpiewała w najmłodszej grupie i co ja widzę... dzieci latają... (godzina 21) samopas... M. leży i umiera ... z tęsknoty, z grypy, z ogólnego beznadziejstwa. Gada takie głupoty, że albo pijany albo chory. No ... chory...
Matka dzieci ogarnęła, ukąpała, dała co niektórym jeść, leki, Męża dopieściła, leki podała, uśpiła w 15 minut gawiedź i wsio... poczułam się rześko i dziarsko. Jednym słowem. Matka Polka jak nie ma roboty to choruje. A jak się spręży to od razu lepiej się czuje.
W chałupie czekała mnie wielka PAKA - niespodzianka .... otóż spełniło się moje marzenie z poprzednich lat... kiedy to miałam małe dzieciątko i auto i wyjazdy a szczególnie małe dystanse wykańczały mnie nie ze względu na jazdę ale... na zapinanie IDIOTYCZNE fotelika. Zostałam obdarowana (na czas pół roku) fotelikiem z tzw bazą. Montuje się bazę i fotelik wklikuje się do bazy... Matko... :) zapięcie trójki dzieci wymaga już wielu wygibasów a ten fotelik - kołyska z noworodkiem dosłownie przyprawiał mnie o odruch wymiotny... A tu ... proszę :) NIESPODZIANKA :D
Jak to człowiek potrafi cieszyć się z takich ułatwien nie? ;D

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Rozłożenie

tak można by nazwać mój stan... rozłożenie totalne... bez ruszania nogą, ręką - NICZYM... grypa żoładkowa na całego. Cała niedziela do luftu bo ja leżałam i do południa nie byłam nawet w stanie ospowiadać na pytania dzieci... zza światów słyszałam tylko w różnych tonacjach... Mamoooo, mamuś i mamoooooooo
Potem lekko mi przeszło ale nie na tyle aby uznać się za zdrową bo zrobiwszy obiad rodzinie zaległam znów w łóżku dochodząc do siebie i dziwiąc czemu mi tak dziwnie... gorączka, bóle mięśni. No tragedia. Na dodatek - ból żołądka minął ale zgaga atakuje ze zdwojoną siłą budząc mnie w nocy. A jak nie zgaga to jedno z trzech dzieci... tak dla odmiany z naciskiem na Stasia. Czy ja mówiłam, że on ładnie śpi? Wycofuję się.... nie śpi.
Ponadto wirus choroby zaatakował dzieci. Janko po 5 dniach brania antybiotyku znów gorączkuje. Staś gorączkuje a Marcysia albo gorączkuje albo nie ale za to ma chrypę gigant a jutro (dziś) występ w Teatrze...
Wszyscy niemiłosiernie kaszlą...
Cudownie... i ja może jeszcze do szpitala mam jechać tak?
Atak choroby jest paskudny i stawia mnie w poczuciu słabości bo co mam innego zrobić? Pieklić się i wkurzać? Nic nie zrobię a i ten czas jest po coś dany...

sobota, 15 grudnia 2012

Wolna sobota a skurczyki to co?

Starszaki sprzedane, pojechałam po odbiór firanek, płaszcza i zakupy... choc prezentów nie kupiłam.  Zgłupiałam w sklepie :) Muszę pojechać z Doradcą czyli z M.
Staś spał 30 min - więc uroczo. Ja miałam w planach wiele rzeczy porobić i co? i leżę, łykam magnez i czekam aż skurczyki miną.
No i lezę.... cudownie nie? Za oknem się rozsypał śnieg, ja leżę i zero pożytku mam a dzieci niet. No tylko Ostatni Maruda nota bene chory...
Nocki ostatnio tragedia... co 2 godziny Ktoś przychodzi a M. w końcu wychodzi z łóżka i idzie do dzieci to znaczy do ich pokoju :) A ja siku, piciu, cycuś, srycuś, lek p/gorączkowy, przytulić, przykryć... i w kółko to samo....
Oj tam... ponarzekałam sobie i tyle... idę coś zjeść - znów. Choć pasztetki nie mam :( a szkoda....

czwartek, 13 grudnia 2012

Perełki Jankowe....

takie z półki wiary...

*******

Janko.... co z Ciebie wyrośnie???? Dzieli bułkę pomiędzy brata a innych (wyimaginowanych) i mówi... CIAŁO KRYSTUSA... :) A ponoć nie jesteśmy jacyś specjalnie wierzący. To choć jeden będzie....

*******

Janek chory.... leży, kaszle... źle się czuje... mówi do mnie
- Wiesz mamo, to Pan Bóg mi dał tę chorobę
- ???? - tak? Raczje Pan Bóg dopuszcza a nie rozdaje choroby...
- No tak... ale dał mi... i uzdrowi :)

wtorek, 11 grudnia 2012

ABSURDY

Wczoraj dotknął mnie Dzień Absurdów. Czasem się tak zdarza co?
Ano zaczęło się od awizo w skrzynce. Wrrrr.... kocham to ale jak to Pani w Okienku mi powiedziała, listonosze nie mają obowiązku noszenia piorytetów gabarytowych :) Ha...ps. Bo bylismy wszysycy w domu a pan Listonosz nie zapukał choć zawsze puka nawet jak dla nas przesyłki nie ma aby mu drzwi na dole otworzyć. Urocze szczególnie jak Staś śpi.
No więc odbebrałam Marcysię ze szkoły i lecę na pocztę... wchodzę ... koleja, że aż miło. Stoję w jednej ... Miła pani w kolejce stwierdziła, abym szła bez kolejki bo przecież widać, że w ciąży. Poszłam - dowiedziałam się, że TĘ paczkę mogę odebrać w okienku od 3 - 9... a nie w 10. Ciekawe...
Stanęłam w jeszcze większej kolejce... I znów ... chyba święta tak działają na ludzi, że wpuszczona mnie bez kolejki ale...
PANI w okienku już zakwestionowała MOJĄ obecność przy okienku BEZ kolejki.
Mówię
- wpuszczono mnie I WYKORZYSTUJĘ to.... - podałam kwitek
A Pani W OKIENKU - rzuciła okiem i kwitkiem w moją stronę i mówi, że to z dzisiaj...
- I.... ?
- No z dzisiaj.... nie mamy tego jeszcze
- No dziwne mówię bo siedzieliśmy w domu a Pan Listonosz się do nas nie pofatygował.
- A bo nie mają obowiązku noszenia (itd)
- Czyli nawet nie wziął tego
- Tak...
- Czyli TUTAJ to jest.
- ????
- No to prosze poszukać i mi to wydać
- Ale listonosz nie wrócił jeszcze.
- Hm??? no to nie rozumiem. Jest tu, listonosz tego nie wziął i nie wyda mi pani.
- Nie... wieczorem lub jutro - jak listonosz się rozliczy.
- ALE Z CZEGO MA SIĘ ROZLICZYĆ jak nawet tego nie wziął
- On się musi rozliczyć rozumie Pani?
- Rozumiem... słowo rozliczyć ale nie rozumiem sytuacji. Paczka jest TU - a on się musi rozliczyć z czegoś czego nie brał :(
- On się musi rozliczyć. Proszę JUTRO PRZYJŚĆ


Wyszłam... stwierdziłam, że moja siła argumentów chyba jednak jest za słaba.


Sytuacja druga, która się wydarzyła za 10 minut. Dojechałam do magla.
Chcę odebrać swoje pranie i??? nie mam kwitka bo zgubiłam ale patrzę moje paczki leżą na wierzchu...
Mówię - to moje. Dwie a jest jeszcze trzecia. Ale nie mam kwitka.
A pani na to... że w pralni też zgubili kwitki i nie można teraz dojść czy mówię prawdę i mam przyjść za godzinę kiedy będzie szefowa lub szef.
Normlanie padłam ze śmiechu. Pewnie szefowa ma wykrywacz kłamstwa :))
W domu odnalazłam kwitek więc nie dowiem się niestety jak wygląda dochodzenie prawdy KTO jest właścicielem ręczników, obrusów i prześcieradeł.

:P

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Co wrózy marudny Janek?

ano chorobę jak nic... od dwóch tygodni Janek niewyraźny. Katar gdzieś zatokowy - chrapanie niespotykane u Janka, marudzenie a od kilku dni okropny kaszel. Wczoraj marudność do potęgi i po wizycie u kuzynostwa M. Janko stan podkgorączkowy. Mając cały czas w pamięci jego zapalenie płuc bezgorączkowe sprzed dwóch lat wolę TO sprawdzić. Choć wtedy to wyszło dopiero na zdjęciu.
A ja po nieudolnej próbie zrobienia babki GOTOWANEJ wczoraj się zawzięłam (mimo że niedziela) i nie ponosząc zbędnych i niespodziewanych strat w postaci blach, garnków czy piecyka upiekłam KARPATKĘ... oj... z dobrych kilka lat nie robiłam. A wyszła przepyszna :))))) Ale M. dziś chyba był zamroczony bo ciasta nie wziął do pracy. Chyba, że to skutek uboczny wczorajszej wizyty u Kuzyna. No niestety czasem takie skutki uboczne są. Ja na szczęście ich nie miewam :))))) Nawet jak w ciąży nie jestem :)
A tak w ogóle to chyba rodzić już mogę. Wczoraj dotarł do nas kosz do spania dla Maluszka. Słynny kosz na który zachorowałam w poprzedniej ciąży. Okazał się rewelacją... zobaczymy jak teraz. Coś ciasno się zrobi przez jakiś czas w nazym salonie ... bo i choinka, i kosz, i suszarki co drugi dzień :) Ech... domu mi trzeba!
W zasadzie zakupów dla Malucha nie robiłam praktycznie żadnych. Z drobnymi wyjątkami... jeszcze tylko pieluszki i chusteczki i wsio... no może ręczniczek nowy bo stare to już sprane okropnie. Rożek odnowiony pomału kończę więc... rodzić czas! Ale poczekajmy z tym do 2 stycznia co?

niedziela, 9 grudnia 2012

babka oczadziała :)

Zachciało się kobiecie w ciąży babki gotowanej. Gotowałam ją... godzinę. Nic ... surowa, dwie - nic - surowa .... Już to powinno mi dać do myślenia, że to ta wersja wredna. Gotuję dalej dając M. przykazanie, że ma wyłaczyć za 15 minut bo idę usypiać dzieci. Tiaaa......
Budzi mnie COŚ... lub Ktoś (ANIOŁ STRÓŻ)... pędzę do kuchni - pełna dymu, garnek spalony, forma na babkę też, czajnik... cud, że żyjemy :D
Budzę M. - przykryj się bo wietrzę... a M. ???? Wychodzi na balkon - CO TU NA DWORZE TAK ŚMIERDZI....? komedia :D

czwartek, 6 grudnia 2012

BYŁ.... :)

U nas ... widocznie nadal jesteśmy uznani za godnych prezentów albo Miłosierdzie Mikołaja jest wielkie... Dszieci dostały ful słodyczy, ba! i rodzice zostali obdarowani kubkami i słodkościami. Ja w wielkiej ilości snickersami choć powiem szczerze (snickersy szły na początku ciąży) teraz to woda gazowana i pasztetowa no ewentulanie ogóreczek kiszony. No i ... dostałam od Forumowego Mikołaja - śliczną szkatułkę wykonaną techniką decupage. Moja robota to naprawdę primityw... to jest istne cudo.
Niestety coś mi szwankuje pamięć na blogspocie więc zdjęcia mogę umieścić po gruntownych porządkach. No trudno... trza się za to wziąć :(
Ogólnie Mikołaj bardzo udany. A ja lekko śpiąca... jak zwykle z resztą.

wtorek, 4 grudnia 2012

Dziecina

w końcu się odwróciła :) i ma już 2580 g! parametry na 36 tydzień! Spore ale nie aż tak jak moich dwóch Mega Wielkich chłopaków:) Dziewczynka czy umiarkowanej wielkości Trzeci Chłopak?
Wszystko wydaje się być ok i następna wizyta 3.01 i raczej w grudniu nie urodzę... Serio>? Dobrze byłoby bo jakoś mało uśmiecha mi się wizja dziecięcia 4,5 letniego prowadzonego przez nas do zerówki (według obecnej reformy)
:D

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Smarkata...

No jestem na maksa smarkata ... i to koszmarnie. Katar, katar, mega katar.... i ból czachy. Nie wyobrażam sobie dzisiejszej wizyty u ginka bo jak tu majtasy ubierać jedną ręką a drugą smarki wycierać :) No komedia ... i jeszcze na usg z butem w dłoni skakać. No ale przezylismy Kaliningrad i smarki tez przeżyjemy :)
Powiem szczerze, że wizja dziecięcia które ma już za miesiąc do nas zawitać po tej stronie lekko mnie szokuje.... mało realne to się wydaje i jakoś tak ... trudno mi sobie to ogarnąć i wyobrazić. Obecnie mam problem z ustawieniem odbioru treści na trzy głosy (Marcysia, Jaś i M.) oraz wizji na gestykulację Stasia (nadal zaklęcie milczy... no cycuś łaskawca nazywa KOKO - nie wiedzieć czemu)... a co dopiero keidy dojdzie do głosu Czwarte. Czy też tak macie, że wszyscy NARAZ coś chcą od Was. Nie po kolei... NATYCHMIAST. Siusiu, piciu, szkoła, Klub.... i sto tysięcy pierdół.
Koncert wczoraj wypadł super... Marcelina kwitnie i nawet uśmiecha się ze sceny co jest dla niej wielkim wyczynem bo juz nie chowa się za koleżankami :) Śpiewa głosno i wyraźnie.
No ale drugi artysta nam rosnie.... dziś dowiedziałam się od Pani z Klubu, że Janek ma niespotykane wyczucie rytmu i super tańczy :) ha... i konieczie trzeba młodego gdzieś zapisać aby nie zmarnowac talentu. No tak... chyba na kabaret :) Co prawda dwa tygodnie temu radził sobie całkiem nieźle na bongosach w czasie Eucharystii... więc???? Jank Muzykant? Czy Jan Matejko?

niedziela, 2 grudnia 2012

Jestem chora

i to nie umysłowo choć podejrzewam, że coś tam można byłoby znaleźć ale ... zasmarkana i nieszczęsliwa. I tak uważam, że to cud iż choruję rzadkow tej ciąży.
A wirusem poczęstowały mnie dzieci, pewnie Staś choć wszystkie są zasmarkane. Stasiowi niby przeszło - mocz ok, ale kaszle jak gruźlik i mam z tym zagwostkę. Kaszle szczególnie rano (mokro) w dzien - sucho... Dałam pectodril ale nie wiem czy dobrze. Odwołałam wczoraj wizytę bo mocz ok to co się będę tam pchać ale ten kaszel... jakiś obłędny. Zobaczymy co jutro przyniesie...
Dziś występ Marcysi - czapki mikołajowej nie odnalazłam - za to znalazłam zapomnianą ciepłą kurtkę dla Jasia. Nie ogarniam już tego co mam w szafie. Ale i tak chyba więcej pamiętam niż M. No ale przy 40 to i tak cud, że cokolwiek pamiętam :)
Wczorajszy dzień (tragicznie się zanosił bo M. zarządził porządki wrrrr....) a ja znalazłam sposób aby jakoś temu zaradzić. Wynajdowałam M. zajęcia :) któe oczywiście były konieczne ale M. się szybko zniechęcił do szaleństw porządkowych :)))) a ja sobie spokojniutko sprzątnęłam w szafkach dzieci, zrobiłam remanent, poprałam, wyczyściłam z pomocą M. kratki wywietrznikowe bo się nie mogłam doprosić aby mi je zdjęto .... No i M. w końcu usunął jeden bok łóżeczka Stasia co jest bardzo pomocne bo nie muszę klopsa wyciagać :)
A ponadto zabrałam się za robienie szafki na klucze na Mikołajki, wieniec i bombki decupażowe :) Pięknie. M. zagoniłam do malowania szafki - jako podkład :) piekny dzień. Na luzie. Dziś M. na rowerku na godzinkę - ja szukłam czapki - odnalazłam wspomnianą kurtkę, piekę mięso i jednym uchem wsłuchuję się w kaszel Stasia.
Tak więc część obiadu się gotuje, ja od czasu do czasu wpadam lakierować szafeczkę i odpoczywam, popijając herbatkę z cytryną... No i na 16 na koncert. A czapki brak....

piątek, 30 listopada 2012

Dotarliśmy do piątku :)

Szczęśliwie. Mam już boczne lusterko, które ktoś mi uwalił z początku tygodnia przed szkołą :( W poniedziałek chyba. M. wczoraj usiadł za kierownicą i stwierdził, jak ja mogłam być tak cierpliwa i nie walic go wałkiem po głowie bo to okropnie nie wygodnie co chwila sprawdzać czy coś nie jedzie z prawej strony odwracając PÓŁ ciała. A zważywaszy na moje rozmiary (choć nadal lżejsza jestem od M.) to naprawde mega nie wygodne. No właśnie - jak ja mogę być tak cierpliwa? (he he ... mogę mogę - zmywarka dalej stoi :) i się chyba zawiesiła bo nawet wody nie pobiera)
Staś nam zrobił dziś CZAD w nocy. Kupsko, ryki na pół kamienicy, pokazywanie paluszkiem że to że tamto... myślałam, że pobudzi pół chaty. A gdzie tam... Babcia tym razem spała jak kamień. Dzieci? Chyba potzrebują takiego nocnego ryku bo cisza w nocy - żane nie przyszło. M. się wziął i uspokajał Stacha a potem go wyniósł. Ogląda tv ostatnio w słuchawkach :) co mnie cieszy bo ŚPIĘ i nie słyszę tych ryków z tv.... :D
No - nawet niezła nocka. Gdyby nie ten ryk Stasia bo nadal nie wiemy CO mu jest. JUŻ nie gorączkuje ale smarka, kaszle ... ech :(
Janko wczoraj na wieczornych rozmowach stwierdził, że jak będziemy grzeczni z tatą to też dostaniemy prezenty - sanki. No tak - sanki to jest to o czym marzymy z M. nieustannie :)

A i jeszcze jedno... Wczoraj miałam telefon ze szkoły... Z zapytaniem czemu jeszcze nie doebrałam Marcelinki? :) nie pytajcie... no comenst... no nie odebrałam. Mam dopiero trójkę a jak będzie Czwórka? Matko? Już o Stasiu raz zapomniałam w Klubie ... ale całe szczęście, że stał w wózku przy wyjściu to zdążyłam zauważyć jak wychodziłam, że to ktoś z rodziny :D

wtorek, 27 listopada 2012

Artystyczny tydzień

u mojego dziecka Najstarszego... w szkole. Dziś Filharmonia, w czwartek apel w szkole (święto szkoły), w piątek no... może nie artystycznie ale atrakcyjnie - Wycieczka na Prom.
Janko przyniósł rolę z Klubu na Mikołajki. Marcysia też na jasełka trenuje (swoje już umie), ponadto jutro ma próbę generalną z zespołu... piosenki, wierszyki nas zalewają :)
A jak następna dwójka pójdzie do Klubu i szkoły?
A ja dostałam fajną bawełnianą koronkę i mam jak wykonczyć rożek. Hm... podoba mi się. Ha :)
Maluch w brzuchu szaleje. Za tydzień wizyta i mam nadzieję, że będzie ok. Choć zastanawiam sie jak prawie 3 kg dziecko może TAK szaleć w brzuchu? Nie może znaleźć miejsca. Raz jest główką w dół, potem znów czuję na górze, potem za chwilę leży poprzecznie. ADHD normalnie :) mam jedynie nadzieję, że nie przełoży się to na zachowannie poza brzuszkiem. I czy ja narzekała na mojego Czwartego, że jakiś za spokojny był na początku? chyba chora wtedy byłam?

poniedziałek, 26 listopada 2012

Siedzę

I sie zastanawiam, czemu jestem śpiąca. Ano dzieci dbają o to aby Matce nocne ekscesy fundować. Ale pocieszam mnie fakt, że na górze też wędrowanie i płacze były więc nie jestem osamotniona. Tyle, ze mam to zintenfikowane razy 4 bo oczywiście Maluch w brzuchu też kopnie zawzięcie i matkę zbudzi.
A u mnie...
- rożek czeka zszycia a wczesniejszego zakupienia koronki :) wkleję jutro zdjęcie
- uszycie KALENDARZA adwentowego to wręcz już dla mnie sprawa honoru...
- pierogi czekają na zmiłowanie...
a ja co? siedzę... piszę i zmierzam do pozycji horyzontalnej aby kimnąc się nieco :D

piątek, 23 listopada 2012

Minimalizm wielodzietnych :))))

Dopadł mnie minimalizm... Poszłam do sklepu kupić coś Czwartemu i ??? mimo, że zachwycona jestem wszystkim jakoś nie potrzebuję. Albo MAM albo NIE potrzebuję :) I takim to sposobem obalam MIT "nie stać mnie na następne dziecko". Oczywiście wszystkie te gadżety mieć można i nie piętnuję tego. Ale uważam, że równie dobrze nie trzeba tego mieć i jest gucio...
Na przykąłd leżaczek... Kupiłam przy Stasiu i totalnie nam się nie sprawdził. Cała trójka częściej leżała na kocyku co im na zdrowie wyszło i szybciej biegała na czworakach i na dwóch. Choć na przykład Jan - leniwiec i śpioch uwielbiał w foetliku siedzieć i gdybać... potem zasypiać. A i tak fotelik do domu raz dziennie transportowany więc... leżaczek oddałam. Choć pewnie niektóre dzieci kochają leżaczki. Moje kochały Mamusine rączki, chustę i leżenie na podłodze.
A termometr do kąpieli??? RAZ mierzyłam temperaturę zwykłym termometrem kiedy Jaśko miał 40 stopni gorączki a ja musiałam nalać wodę 38 i obniżać.... o jeden stopień. RAZ.... Potem podobne próby już były na oko.
Poduszka do karmienia... no ok. Panie położne przy pierwszym zmuszały mnie do karmienia na czymś takim. Tragedia. Nie sięgnęłam po to... jak przy STasiu było mi nie wygodnie (2 cc) to podkładałam sobie poduszki po łokcie a dziecię wolałam mieć blisko siebie.
Niedrapki - mam ale uwierzcie ani razu nie używane. Choć Staś miał paznokcie nie lada - szybko obcięłam pierwszego dnia w domu.
Żadnych karuzel (może Marcysia i Jaś mieli) ale absolutnie nie ciekawi byli. Staś chował się bez. Wibracji, koszy na pampki, butelki (dwie przy Stasiu w fazie karmienia na studiach - dosłownie 2 miesiące)
Tak więc jestem Matka Minimalistka i za tę kasę jakiej nie wydaję na gadżety idę sobie do kosmetyczki :) O :)
Choć na przykład wzięłam się za szycie nowego rożka... znudził mi się stary choć był całkiem dobry. I jakoś chce mi się szyć prześcieradełka, kołderki :) Jakoś tak....



Czego NIE potrzebuję w wyprawce...

Akcesoria
łóżeczko,
materac,
komoda z przewijakiem lub sam przewijak,   totalnie zbędne
wózek - polecamy "3 w 1" + wyposażenie (torba podręczna, folia przeciwdeszczowa, moskitiera, śpiwór)
fotelik samochodowy gr. 0
nosidełko lub chusta
elektroniczna niania - przydatna, gdy masz duży dom lub maluszek będzie spał w innym pokoju  zbędne
monitor oddechu - kontroluje oddech dziecka dzięki czujnikom umieszczonym pod materacem. Sygnalizuje alarmem dźwiękowym każdy bezdech, trwający dłużej niż 15 sekund
wanienka
fotelik kąpielowy bądź mata antypoślizgowa  zbędne
termometr kąpielowy do wanienki
myjka
smoczek uspakajający 0+
szczotka do włosów z miękkim włosiem
nożyczki z zaokrąglonymi końcówkami
leżaczek  nie sprawdził się
poduszka do karmienia - tzw. rogal

DLA MALUSZKA

Ubranka

śpioszki - najlepiej z zatrzaskami w kroku (umożliwiają przewinięcie niemowlęcia bez konieczności całkowitego rozbierania)  nie używaliśmy
kaftaniki lub body z krótkim i długim rękawem (polecamy body - nie podwijają się i są wygodniejsze)
pajacyki - najwygodniejsze są rozpinane z przodu na całej długości
czapeczki bawełniane - wystarczą dwie
skarpetki
rękawiczki bawełniane - chronią buzię noworodka przed zadrapaniami ostrymi paznokietkami
sweterek - rozpinany z przodu na guziki lub zatrzaski
spodenki
kombinezon, ciepła czapka i rękawiczki - rodzaj uzależniony od pory roku, latem całkowicie zbędny

Tekstylia
ręcznik z kapturem - 2 sztuki
podkłady do przewijania - przydatne wszędzie tam, gdzie nie ma przewijaka
pieluchy tetrowe - ich ilość uzależniona jest od funkcji, jaką mają pełnić. Jeśli będziemy ich używać zamiast pampersów, potrzebnych będzie ok. 50 sztuk, jeśli nie - wystarczy 10
pieluchy flanelowe - 10 sztuk
rożek
kocyk gruby i cienki
kołderka - najlepiej antyalergiczna, nie z pierza!
prześcieradło z gumką - 2 sztuki
komplet pościeli - 2 sztuki

Pielęgnacja
pieluchy jednorazowe lub ekologiczne
chusteczki nawilżające
krem przeciw odparzeniom
waciki i patyczki higieniczne
delikatne mydełko lub płyn do kąpieli dla niemowląt
oliwka lub mleczko pielęgnacyjne dla niemowląt
proszek lub płyn do prania dziecięcych ubranek i tekstyliów
sterylne gaziki
sól fizjologiczna
termometr - polecamy taki, który szybko mierzy temperaturę - do ucha lub czoła, albo termometr bezdotykowy
aspirator frida lub tradycyjna gruszka - do usuwania nadmiernej wydzieliny z nosa
izotoniczny roztwór wody morskiej - do pielęgnacji nosa
DLA MAMY
bawełniany stanik dla karmiących piersią - min. 3 szt.
wkładki laktacyjne
maść na popękane brodawki
herbatka laktacyjna
laktator
balsam ujędrniający do ciała



czwartek, 22 listopada 2012

Wolniejsza jestem

Leniwsza, wolniejsza i sapiąca.... No normalnie LOKOMOTYWA.
Zarobiłam ciasto na pierniczki. No... przynajmniej jakiś pozytyw. Przerażają mnie święta bo tyle potrzeb a kasy jak zwykle MAŁO. Ganiam jak kot z pęcherzem - wyniki, lakarz, laboratorium, KLub.... a potem się dziwię, że umeiram wieczorem. Ale NIE DA SIĘ tego wszytskiego wolniej robić.
Marcysia znów niestety chora. Może nie mocno ale wirus jakiś ją wziął i delikatny ZUM. Bu.....
Stasio budzi mi się raz w nocy i jęczy, że chce do nas. Trzecią noc M. śpi u dzieci. No kurna - coś z tym DZIŚ trzeba zrobić.... Stasiowi to pewnie trójki wychodzą. To jedyne dziecko, ktróre cierpi przy zębach.
Janko wczoraj u pana dentysty rechotał się podczas borowania. ?! Naprawdę nie nadążam za nim... POtem rechotał się w nocy przez sen.... Długo :)
I tak to u nas w skrócie wygląda :)

piątek, 16 listopada 2012

Dostałam ostatnio dwa wyróżnienia od Asimarysi oraz Joli :)))) za mojego bloga lub jak to ktoś napisał za dobrą robotę wykonywaną na blogu. :) A już właśnie miałam lekkiego doła z powodu braku weny i sensu w pisaniu.
Zabawa polega na tym, że odpowiada się na 11 pytań postawionych przez Osobę która nominowała Zcię oraz samemu nominuje się 11 blogów i zadaje tym nominowanym znów 11 pytań :) nieszkodliwe i fajne. W celu poznania i rozpowszechnienia wśró czytelników ciekawych blogów.
Sama nie wiem czy moje nominacje sięgną aż 11 ale spróbujmy... Aby nikogo nie urazić nominuję w przyapdkowej kolejności :)

MOJE nominacje:
1. http://ruttka.blox.pl/html
2. http://www.wkolomacieju.blogspot.com/
3. http://zochulek.blogspot.com/
4. http://gargamelka.blogspot.com/
5. http://pomponiada.blox.pl/html
6. http://bdb.blox.pl/html



Pytania od Asimarysi

1. Co robisz kiedy pada deszcz?

Lubię wtedy nic nie robić (jak zwykle często lubię to robić) i patrzeć w okno. Odkąd pojawiły się Nasze Skarby.... to czas deszczu upływa niezauważalnie :(

2. Francja czy Włochy?

Włochy choć inspiruje mnie Francja bo nie odkryłam jej jeszcze :)

3. Książka czy sport?

Książka - ja nie sportowa raczej.

4. Rozmowa czy list?

Dawniej list - długi - teraz rozmowa.

5. Ranek czy wieczór?

Wieczór i to zdecydowanie. Choć zarówno wieczorem i rano jestem równie zmęczona i senna.
6. W co wierzysz?

W Boga...
7. Dlaczego podróżowanie?

Bom ciekawa okrutnie :)

8. Czym jest dla Ciebie Rodzina?

Spełnieniem, szczęściem, radością :)

9. Obraz czy zdjęcie?

Zdjęcie :D i to moja ukryta pasja.

10. Jaki film na wieczór?

Czas Honoru lub dobra komedia. Odkąd urodziłam dzieci - dramaty w roli głownej z dziećmi ODPADAJĄ.

11. Co ciekawego w necie?

Blogi i forum wielodzietnych :D


Pytania od Joli :)

1. woda mineralna czy sok?

SOK :)
2. ciastko czy owoc?

CIASTKO i owoc czasem...

3. "ciche dni" czy szybkie godzenie się?

Hm... ja to mam często focha więc często ciche chwile...

4. lato czy zima?

LATO

5. książka czy gazeta?

Książka.... gazeta już od jakiegoś czasu budzi we mnie wstręt.

6. leniuchowanie czy aktywny wypoczynek?

Leniuchowanie???? :D

7. radio czy ulubiona płyta?

Ulubiona płyta.

8. lody czy sorbety?

Ostatnio SORBETY :)

9. telefon czy spotkanie na żywo?

Z konieczności telefon, z upodobania - spotkanie


10. wtulić się w Męża czy w poduszkę?

No cóż... wolę czasem poduszkę. Nie chrapie ... :)


11. przyjaciel kobieta czy mężczyzna?

Przyjaciel - kobieta... Mąż - przyajciel to zupełnie co innego. Nie wierzę w przyjaźń - kobieta - mężczyzna przy jednoczesnym ożenku jednego z nich. No nie da się....



Moje Pytania do NOMINOWANYCH

1. Poezja czy proza?
2. Pomidorówka czy rosół? :)
3. Spodnie czy spódnice?
4. Morze czy góry?
5. Blogowanie czy forum?
6. Wiosna czy jesień?
7. Wielkanoc czy Boże Narodzenie?
8. Chusta czy wózek?
9. Jabłko czy gruszka?
10. Księżyc czy Słońce?
11. Telefon dotykowy czy z tradycyjnymi przyciskami?



No to....dobrej zabawy :)))))

poniedziałek, 12 listopada 2012

Nie ma cuklu

jak to już pisałam nasz Stasio nie garnie się do mówienie. No przynajmniej nam się tak wydawało. Choć jak jest naprawdę JA NIE WIEM. Stwierdzam, że Trzecie dziecko jest dla mnie wielką zgadką :)
Pamiętacie kawał o dziecku któe nie mówiło, rodzice się marwtili a on nic i nic. W końcu mając ileś tam lat przy obiedzie pyta się zaskoczonych rodziców - GDZIE jeste kompocik???
- Dziecko TY mówisz??? - pytają się bardzo zdziwieniu
- No tak ....
- Ale dlaczego wcześniej nic nie mówiłeś???
- Bo zawsze KOMPOCIK był :D

I u nas było podobnie. Otóż siedzimy sobie z moją przyjaciółą, pijemy herbatki, jemy ciasteczka a Stasio wyjada cukier z cukiernicy i nagle mówi
- NIE MA CUKLU

Mi opadła szczęka ale nadal nie wierzyłam i pytam się G. czy to słyszała. No tak... Mówi - Powiedział - NIEZ MA CUKLU
Kiedy znów wyjadł cukier i prosiłyśmy aby coś powiedział, niestety uśmiechał się szelmowsko i pokazywał wdzięcznie paluszkiem pustą cukeirniczkę :)

Naszemu Stasiowi udało się jeszcze powiedzieć - chała Bogu na wykokosi, oraz - co to jest.... :D

Ale TYLKO wtedy kiedy chce...
Dobrze, że do bilansu dwulatka jeszcze sporo czasu bo naprawdę TRUDNO mi określić czy nasze dziecko mówi czy też nie :)
Za to bez zachęty co chwila nuci i śpiewa - najlepije solo i to na Liturgiach czy Eucharystii... :) Lina melodyczna zdecydowanie zachowana :)

środa, 7 listopada 2012

JESTEM DUŻA :)

Brzuch tym razem jest wielkości piłki z przodu. Przy chłopcach był bardziej w środku :) Z tego względu, że BRZUCH jest dużo bardziej z przodu ja mam dużo dalej do ziemi...
Z auta wychodzę jak kaleka. Turlam się dosłownie. Choć dopiero 9 kg na plusie. W każdej dotychczasowej ciąży tyłam już w 8 i 9 miesiącu zecydowanei mniej. Ale dlaczego mam wrażenie, że mam 90 kg do przodu a nie 9???
Dziś mnie wzięło na pakowanie torby... ale to chyba za wcześnie? Może po prostu chęć obejrzenia małych ubranek?? :D
M. pojechał do O. Na dwa dni. Sama w domu z dziećmi. M. zapytał się wczoraj ... Matko jak Ty sobie dasz radę? No właśnie... JAK?
Tym bardziej, że lewe biodro z rwą dokucza bardziej. A tu dziś trasa - klub - szkoła - lekarze - zespół...
M. rozczula mnie drobnymi oznakami miłości :)
- Ustawia auto na parkingu przodem abym nie musiała machać keirownicą jak będę wyjeżdżać
- Skrobie szyby rano jak idzie do pracy abym miała mniej roboty rano...
- Nawet kanapki sobie robi bez szemrania jak już nie dam rady...

No Boższe... jakiś cud nastąpił? :D Czy po porstu już tak tragicznie wyglądam, że mu po prostu żal tej Wielkiej Matki z Wielkim Brzuchem??????

piątek, 2 listopada 2012

Listopadowo...

Nie wiadomo kiedy i jak nastał Listopad. Rano dość słonecznie, teraz mgliście, szaro ale ciepło. Mam z dziećmi iść na spacer po drzemace Najmłodszego ... hm... może dowlekę się na cmenatrz z tym brzuszkiem :), który ostatnio nam trochę doskwiera - boli, rwie czasem i dokucza zgagą ... a chwaliłam się, że zgagi nie mam - ha ha ha... Było minęło.
Gradło ciut boli. Jakoś tak mi niewyraźnie. Najlepiej narzekać :) to mi najlepiej wychodzi.
Marcysia już ok. Za to Jasio kaszle i coś osłabiony jest a przez to marudny. Staś - marudny ale osłabienia u niego nie widać a może choć ciut można byłoby u niego rządać bo energii skubany ma za trzech.
Mi za to od jakiegoś czasu śnią się dzieci w brzuszku (BLIŹNIAKI) no... proszę... sama przecież widziałam że JEDNO a nie dwoje. I z dziewczynki pojawiają się chłopcy więc zupełnie głupieję i jednak tych różowych ciuszków szukać nie będę :))) Nie wiem czy Pan Bóg ma wobec mnie miłosierdzie? Czy raczej następnym Brojem doświadczy :D No ok - może być Brój ale niech choć będzie zasypiał BŁYSKAWICZNIE jak Jaś :))))

środa, 31 października 2012

Domowe pielesze...



Życie płynie szybko ... jak dla mnie tempo wręcz zawrotne. Brzuszek rośnie, talerz na brzuchu podskakuje raźno, kanapki spadają i pozostało nam tylko 10 tygodni. Nie mam złudzeń co do podłączenia zmywarki czy remontu pokoju dziecięcego. Różne przyczyny ale czy warto o to kruszyć kopie?
Marcelinka w końcu nie ma zmian na płucach i po wolnym teraz w końcu pójdzie do szkoły. W domku się wynudziła okropnie a ja i tak mam wrażenie, że czasu dla dzieci jakoś coraz mniej. Albo mi się coraz mniej coś chce? Brzuszek sprawia, ze zwykłe wiązanie butów jest problemem. Wychodzenie z auta? Tragedia... Zmywanie podłogi nie używając mopa wręcz nie wykonalne a zbieranie zabawek spod komody to wyczyn na miarę mistrzostw świata....Swoją drogą zabawki jakoś w większej częstotliwości zaczęły tam wpadać.
Staśko nam pilota od tv gdzieś zapodział więc jesteśmy zmuszeni do oglądania jednego programu :) albo do skakania po kanapie :) Może dlatego przytyłam TYLKO 8 kg? choć i tak jestem NAJGRUBSZA z wszystkich ciąż :) Bo aż... *(piiiii) ważę a to o 2 kg więcej niż przy Marcysi (wtedy 11 kg przytyłam ) Tych 10 tygodni to chyba jednak nie przekroczę jakoś strasznie wielkiej wagi więc może rzeczywiście nie będzie tak źle?
Na razie spadam. Lecę na plotki :) I znów tydzien minie nie wiadomo kiedy i jak....

czwartek, 25 października 2012

Wyjazd

Za kilka godzin wyjeżdżamy na naszą pierwszą wspólną konwiwnecję przekazaniową :) Super... Jedziemy niestety nie w komplecie. Starszaki zostają pod opieką Babci M. z dochodzącą Babcią B. Nasz Najmłodszy Szaleniec jedzie z nami plus opiekunka i nie jestem pewna czy oby na pewno nad nim zapanujemy :) ps. KTO MI STASIA ZAMIENIŁ?
Staś stał się jeszcze bardzie ruchliwszy, żywszy plus śpiewający i grający... No jest po porstu wesoło.
A co ma do roboty Matka Polka?
- ugotować zupkę, powiesić pranie, spakować rzeczy, upiec ciasto i ciasteczka owsiane... OGARNĄĆ chatę :)
M. wraca koło 19.00 więc szybkie mycie, MAtka Polka umyje starszaki i wrzuci do łóżka i możemy jechać :)

Aha... i pojechać po Jasia bo on przecież kocha plastykę więc jakbym mogła go nie puścić dzisiaj. AAAA... i zakupy :D Mamo... zdążę?
Za to trzy dni nie muszę myśleć CO na obiad - będę się BYCZYĆ w jakimś hotelu :)

poniedziałek, 22 października 2012

Cztery z dźwięcznym "r"



Fajny ten Nasz Synek :) Mądry, wesoły, ciut humorzasty i rozrabiaka straszny. Ale jaki uczuciowy i z dobrym serduszkiem. Wesoły na maksa. Z poczuciem humory - tak, ze zastanawiamy się czy go do kabaretu jakiegoś nie zapisać :)
Kiedy urósł? Nie mam pojęcia. Tak szybko pewnie jak reszta. Czas ucieka. Właśnie wczoraj skończyłam urlop wychowawczy na Jasia, od dzisiaj ma bilet ulgowy na przejazdy. Mój Niuniek przestał być maluszkiem. Choć nadal jest chyba moim kochanym kotkiem - tak ostatnio każe się nazywać :)
Sto lat Kotku :) Bądź dzielny i dobry. Buziaki od nas...

sobota, 20 października 2012

Boli :(

Boli mnie wszystko. Spać mi się chce. Sprzątać mi się nie chce. Nic mi się nie chce. Komu oddać dzieci? A ja do spania? NIE MA CHĘTNYCH.
MAM DOŁA :(

piątek, 19 października 2012

Jest niby lepiej

Z Marcysią... choć zmiany na płucach jeszcze są. Nózki młodą teraz dla odmiany bolą - ponoć przy infekcji też tak może być. Dziecię w domu mi świruje. Ale na dwór bez szaleństw może wychodzić. Do szkoły - szlaban.
A ja mam dzisiaj wieczór babski. Choć powiem szczerze nie wiem czy nie zasnę na tym wieczorze :))) Bo... zanim na wieczór się wybiorę to warto tu wszystko tip top przygotować. Kąpiel (no tata), usypianie Stasia (TATA!!!) ale obiad, pościel wyjąć (że też musiałam dzisiaj ZDJĄĆ) ale i pizza, posprzątać, odkurzyć... padnę na zawał .... a i pralkę wstawić bo prania jakoś się dziwnym zbiegiem zebrało ....

Wczorajsza wizyta w Kurii - smutek i żal. A że przysięgałam zachowac tajemnicę to milczę ale smutek wielki... przemyślenia swoje mam i tak jakoś jeszcze gorzej.
Wieczorem z kolei telefon od koleżanki mojej (przyjaciółki) i niestety dowiedziałam się, że nasz T. opowiada wszem i wobec, że się nie interesujemy nimi. No naprawdę... żal i smutek. Biegam z wywieszonym językiem, z brzuszkiem 7 miesięczynym, z kilogramami na plusie pomiędzy Klubem, lekarzami, szkołą Marcysia, Marcysią gorączkującą, Stasiem smarkającym, Mężem marudzącym ... a tu takie gwaizdki. TYLKO jakoś w drugą stronę to telefonów zero. Co dwa dni mamy tam chodzić, dzwonić??? Kurka!!!!
No tak ale krzyż w życiu potrzebny - bo bez niego jakoś pusto by było. Za słodko ... ble .... budyń z soczkiem normalnie.
Dzieć w Brzuszku siedzi grzecznie choć ostatnio jednak jaieś skurcze mam - co prawda nie bolesne ale zbyt długo trwające. Ciuszki przebrałam, z bólem serca robię czystkę bo oczywiście szaf brak ale i zdrowy rozsądek mi mówi - basta za dużo tego maszta :))) Więc pakuję, rozdaję, oddaję i patrzę na te malutkie ciuszki i wierzyć mi się nie chce, ze to w brzuszku będzie takie małe, potem takie smarkate a potem pyskate. No cóż. Życie... Czas ciąży - piękny. Brakować mi będzie tego słodkiego ciężaru, kopniaków, podskoków i czkawek. No cóż. Idzie nowe. Szkoła, uwagi, zebrania i inne sprawy. Może trochę zatęsknię? Od czasu do czasu? Jak teraz tęsknię (sporadycznie) do pustego, cichego domu, książki w spokoju czytanej, nie posmarkanych czy opllutych płyt cd, MOICH długopisów, MOICH pamiętaników, MOICH nie ruszanych rzeczy... i ciszy. Ale tylko czasem i tylko trochę :) Samotne niedzielne popołudnia, ciasta dla nikogo pieczone, święta zbyt długie - to nie dla mnie.
Jednak nie dla mnie :)

czwartek, 18 października 2012

Króciutko

- Marcysia - lepiej
- Jasio - nieco lepiej, nie cierpi mocno - załatwiamy NASZEGO dentystę (obawiam się, że ma urlop)
- Ja - swędzi mnie brzuch (!!!!) idę dziś badania zrobić - oby nie odezwała się nasza cholestaza .... wrrrrr......
- Stasio katarzy ale nie gorączkuje więc może nie będzie źle
- dzisiaj czeka mnie ciężki dzień. Wizyta w Sądzie (brrr) - niby kościelnym ale jednak - chyba nie lubię prawników. Potem Urząd Miasta i może złożę dokumenty na zasiłek rodzinny... może? Bo nie wiem czy trafię na kogoś strasznie uperdliwego czy ludziekiego.

ps. Oglądaliśmy wczoraj zdjęcia z wakacji mojej koleżanki ... głeboka zagranica. Zdjęcia fajne, jak widać wakacje też, ona, mąż, dziecko (1)... no ładnie. Zadowoleni.
Moje dzieci...
- Ale fajne wakacje. Pojedziemy kiedyś tam?
- Nie wiem. Na razie za mało pieniążków. Miśka się będzie rodzić...itd.
- A gdzie ten chłopczyk ma rodzeństwo?
- Nie ma...
- A....
- Ale ma mamę i tatę - zauważa Janek
- No ma...
- Ale nie ma się z kim bawić. Hm... a ja wolałabym i brata i jakieś fajne wakacje... tak to chyba nudno...
Chyba tak...

Jak ktoś niedawno uważał, że według mnie to przestępstwo nie mieć dużo dzieci (niesłusznie) bo i ja miałam jedno, dwoje.... itd. to ta rozmowa mi uświadomiła, że mimo rozgardiaszu, lekkich niedomagań finansowych, brak wakacji na Rodos, zamieszania o godzinie 18.30 przed kąpielą, wiecznych nieuprasowanych ubranek i sterty zabawek na podłodze - DOBRZE jest mieć dużo dzieci... I to żadna moja zasługa, żadna moja DECYZJA (g... prawda!) ale dar jaki staralismy się przyjąć. DAR - jedni przyjmują - drudzy dziękują....

Aha... i jeszcze wieczne niewyspanie bym wpisała w to - MIMO.... :))))))

środa, 17 października 2012

Chyba się udało :) tzn... na dobrej drodze

Byłam wczoraj u pediatry. Pokiwał głową nad Marcysią, osłuchał i ... lewostronne zapalenie płuc wysuchał. 
Dostaliśmy Sumamed i wykrztuśne bo Młoda kaszlała non stop. Wieczorem znów temepratura 38,6... a nocka po podaniu antybiotyku? Rewelacja :) Młoda pierwszy raz nie gorączkowała i spała spokojnie więc jest szansa. 
Za to z Jasiem? Byłam w Sławnej Klinice Stomatologicznej drogiej jak cholera... A Jasio stanowczo odmówił współpracy z panią doktor. Pani doktor lekko zirytowana powodowała wręcz wnerwienie się Janka a na moje pytanie DLACZEGO nie mogę go trzymać na kolanach??? w czasie wizyty - odpowiedziała, że JEJ jest niewygodnie ... o... skasowała nas na 30 zł!!!! za nic w zasadzie (u naszego pana doktora to jest już plomba!!!) Ponadto stwierdziła obrzęk dziąsła (ropa), stan zapalny i nawet NIE dała antybiotyku aby ulżyć dziecku. Byłam w szoku!!! Powiedziała, że jak to pęknie to będzie lepiej. No super.... wyszłam stamtąd wściekła!!! 
Pytam się Janka... czemu nie chciałeś z Panią rozmawiać ??? (dodam, że u pana doktora wszystko robi bez zarzutu...) - A bo jakoś wolę Pana doktora Piotra... No i nie mamy wyjścia - trzeba wziąć się i jechać do Kartuz. A już myślałam, że z jednym zębem będziemy mogli pozostać w Gdyni :(

Potem sobie myślałam o całej sytuacji. Pani niby ładna, miła ale miała coś w sobie co mi się nie podobało od początku ale nie zwróciłam na to uwagi. Jakąś drwinę w oczach? Nie wiem co to bylo? Lekki półusmieszek... Może dziecko coś wyczuło? Ja się czułam nie swojo ale to zignorowałam. No i te 30 zł... jak za przegląd biorą 10 zł. Nie mogła choć tyle wziąć? Wiedziała ponadto, że mamy więcej dzieci bo się o to pytała!!! Jakiś niesmak pozostał po tej wizycie. Jak widać, nie zawsze idzie w parze - profesjonalizm i podejście do dziecka... 
I jeszcze tekst na końcu - NIGDY mi się coś takiego nie zdarzyło :) no komedia... naprawdę....

poniedziałek, 15 października 2012

A co tam :) Nowy post!

Mamy katar w domu. Najmłodszy. Na całego...
Marcysia nieco lepiej - nie jest uzależniona od Ibufenu więc może COŚ z tego będzie? To znaczy wreszcie wyzdrowieje? Bo w akcie rozpaczy Marcysia woła (przy wysokiej gorączce!) - Ja chyba już nigdy nie wyzdrowieję... ! Jak widać przejawia skłonności do przesady jak Matka Polka.
Janko jutro idzie do dentysty - tym razem nie jedziemy do naszych K. ale załatwiamy to w Gdyni - niestety 100 % drożej ale nie mam sił już z jednym zębem tam jechać a jutro dość pracowity dzień.
Klub, kosmetyczka, dentysta, lekarz dla Marcysi i Stasia i wspólnota. Wieczorem zapewne padnę na zawał wykończeniowy no ale się chciało to się ma.
No właśnie wspólnota. Za dwa tygodnie wybieramy się na konwiwencję. Super sprawa ale dla nas obciążenie finasowe dość spore no i logistyczne bo opiekę trzeba dla starszaków zorganizować w domu. Staś jedzie z nami plus opieka do niego :)
Co do samego wyjazdu to całkiem ponoć normalne, że PRZED walą się kłody pod nogi. Hm... i to kłody też kryzysowo - małżeńskie też. Nie wspomnę już o znanych nam chorobach, finansach i takich tam....
Ponoć im gorzej tym lepiej :))) No cóż - pewnei prawda :)

Ciągle coś...

a ja niewyspana. Dziś w nocy Marcysia niby spokój choć wieczorem miała 38.6 ale po podaniu ibufenu temepratura spadła... ale Janko. Od 1.30 płaczący i marudzący w między czasie podsypiający... ząbek. Czwórka z którą nie zdążyliśmy w porę. Dzisiaj chyba wybierzemy się nie do naszego lekarza ale gdzieś tu w Gdyni. Rano poszedł do Klubu jakby nigdy nic.
Padam na nos. Staś ze względu na totalne zasiedzenie w domu chyba coś podłapał bo kaszle jak gruźlik i smarka. Krople mam. Ale jutro idę te Dwa Maluchy osłuchać. Marcysię i Stasia.
Ale... w obliczu tych wydarzeń i tak chyba trzymam się nieźle bo NAWET czytam i lekko mi się to udaje. Powoli zbliżam się do końca Musierki a i Anię już kończę. Nie jest to może tak szybkie tempo jak za starych dobrych czasów ale i tak chyba nie jest źle.
Ostatnio też udaje mi się zdrzemnąć na 5 min (DOSŁOWNIE) w chwilach kryzysu i to daje mi nawet lekkiego kopa na resztę dnia.
Ogarnęłam w końcu papierzyska ze studiów. Po prostu walnęłam bez skrupułów wszystko do worka na śmieci. Na komodzie u dzieci w końcu przejrzało. Jeszcze domyć komodę z tych okropnych naklejek i bez sentyemntów zajrzeć do szafek dzieci z ciuchami. Z tym mam problemy. Kto był u nas ten wie, że mój M. nie uważa za konieczne posiadanie szaf. Więc upycham ciuszki w komodach a ciągle brak mi miejsca. Nie wspomnę już o pościelach, ręcznikach, obrusach. Dla M. mogłyby nie istnieć a mieszkanie powinno być sterylnie czyste i ... puste :)
Tak więc trzymanie ciuchów dla przyszłych dzieci jest dla mnie nie lada problemem. Powoduje to też (ten bałagan ciuchowy) wieczną frustrację u mnie i jaką beznadzieję. To, że JA jestem beznadziejna. Bo nie potrafię utrzymać porządku. I tak od czasu do czasu załamuję nad tym ręce a wieczne pranie utwierdza mnie w mojej beznadziejności. O braku checi do prasowania może poświadczyć moja siora, która ostatnio nam pięknie nadrobiła zaległości :)
No... chyba ciut się zdzrzemną, bo nocka fatalna, trajtek mnie czeka bo auto ma M. (wymiana opon) a w ogóle dół jesienny mnie wziął....

sobota, 13 października 2012

Notka o sytuacji...

Sytuacja dziwna. Byliśmy u doktora. Marcysia ma zmianę leku - z Bactrimu na Amoxiklaw. Rzygoli dalej. Jak rośnie temepratura. Choć ta na razie nie przekracza 39 więc niby jest poprawa. Dzisiaj rano dziecię bez sił i ducha leżało i nie ruszało ani nogą ani ręką. Po 15 minutach biegała jak fryga z Jankiem czym wręcz najpierw mnie ucieszyła niezmiernie a potem zirytowała. BO NIE WIEM CO JEST???
No więc na razie rysują z Jankiem, humory im dopisują, moja czarna wizja szpitala nieco odeszła na bok... no zobaczymy.... jestem NIEWYSPANA, NERWOWA i ZMĘCZONA.

piątek, 12 października 2012

Bardzo wczesne pisanie.

Najpierw obudził mnie M. spadła mu komórka i dzwoniła aby już wstawał. Gdzieś 4.00 ... potem Marcysia, rzyganko i temperatura 39... nie odpuszcza. Dziś idziemy raz jeszcze do lekarza. Nie podoba mi się to.
No i lek podałam, picie... sama kawę sobie zrobiłam i czekam aż jej tempka przejdzie. Potem pewnie Staś się obudzi i postawi cały dom na głowie. Jak to on ma w zwyczaju. Kiedy ostatni raz przespałam całą noc? Bez wstawania do dzieci, na siku (ja), do kuchni (piciu) .... NIE PAMIĘTAM.
Tak los po prostu. Los Matki Polki. Nie ma co narzekać. Tylko chciałabym ciut odpocząć. Staśko daje nam wszystkim popalić. Po domu szaleje jak mały samochodzić. Potrafi zakręcić gaz (czego starszaki nie potrafią jeszcze), wyjść z wanny (!!!!) wspiąć się na najwyższe krzesło....pomalować ściany, wrzucić pilota do wanny. No jest mega aktywny. ADHD jakieś czy co??? :)

Janko... jaknko za to czarodziej w Klubie. Dziewczyny za nim piszczą, dają UPOMINKI, oczami przewracają jak przychodzi do Klubu... żenią się z nim i co tam jeszcze innego. SZOK! Lekko jestem przerażona co mi z tego czarusia wyrośnie... Obecnie żoną Janka jest Łucja. Hm... synowa z lekkim ADHD - dobrali się w korcu maku normalnie. Mam nadzieję, że przed księdzem nie przysięgali i NIC z tego nie będzie. Wolałabym na razie dzieci RODZIĆ niź wnuki bawić :D Choć do tego to pewnie daaaaaleeeeeeekooooo..... :D

czwartek, 11 października 2012

ZUM

Czyli Zakażenie Układu Moczowego. Jak nie przeziębienie to wzięło nas to. A raczje Janka i Marcysię. Podobno zbieg okoliczności. Janko bakterii mnóstwo ale bez dużej liczby leukocytów w moczu, Marcysia gorączka wysoka, zwidy nocne i leukocytów w moczu 300. Dostała Bactrim. Nockę wreszcie przespała bez gorączki. Czy Janko będzie miał antybiotyk okaże się w sobotę kiedy wyjdą nam posiewy.
Tak więc wzięłam wolne jako kierowca do szkoły i nie muszę na 8.00 latać z wywieszonym językiem. Na spokojnie jedziemy z Jankiem do Klubu na 9.45. Spoko luz... w domu jedynie Marudno i trochę nerwowo wieczorami bo lekko w domu nie wyrabiam z siedzeniem. Dzieci też coś nie. 

Październik na całego, wieczorami dzieci inicjują rozmowy o świętach, Mikołaju i pierniczkach, które trzeba już nastawiać aby można było piec w grudniu. Czas bez studiów i nerwówki na uczelni jest teraz dobry bo w końcu (mimo braku czasu) mam go wyłącznie dla dzieci i dla domu. 
Marcelina coraz lepiej zna literki, zaczyna fajnie czytać, składać literki i ma do tego chęć co nas cieszy. No na pewno mnie. M. ciągle pracuje i tyle wie co mu zdążę zrelacjonować przed moim zaśnięciem.
I tak oto się u nas toczy. 

poniedziałek, 8 października 2012

McDusia :))))

HA!!!! i to nie nasza córeczka ale nowe dziecko Musierowicz :)))



Czeka na mnie w EMPIKU :))) CO ZA WSPANIAŁY DZIEŃ :))))))

STO dni :)

Własnie mi uświadomiono :) Mam dzisiaj studniówkę. MATKO chyba lekko się stresuję. Damy rade? TAK DAMY radę - tak jak mówi Bob Budowniczy :)



Marcysia w brzuszku :) 7 miesiąc



Jasio w brzuszku - 8/9 miesiąc

Stasiowe fotki brzuszkowe chyba każdy pamięta :)

Ta ciąża - na początku męcząca i kiepska potem wyszła na prostą. Całkiem znośna. Nawet bez specjlanych dolegliwości oprócz mega śpiączki zawsze wszędzie. 
Sny zdecydowanie umiarkowane ale o tematyce urodzenia córeczki :) no cóż ale po przeglądnięciu zdjęć brzuszkowych nie widzę różnic czy na chłopca brzuszek czy na dziewczynkę:P Pozostaje więc nam odliczanie i czekanie....

Nie wiem czy to ostatni raz już? Chciałabym jeszcze i piąte ale czy będę miała na tyle ufności i odwagi aby zaryzykować ciążę po 3 cc? Hm... nie wiem też co będzie Pan Bóg od nas... czas pokaże.
A na razie... przeglądam ciuszki, lekko myślę o tym co za trzy miesiące... i pomiędzy przerażeniem a niedowierzaniem jest jakaś dziwna radość... Niespotykane... czwórka - to brzmi dumnie :) Nieprawdaż? Oby na ludzi mi wyszli :)

sobota, 6 października 2012

Grubasek

Chcieliście zdjęć Brzuszka :) no to macie ... Grubasek. I my na odnowionej kanapie - jedynie "gumki muszę doszyć aby pokrowce tak nie wisiały :) Ale kanapa niczego sobie :)))




Pierogi i bigos są jednak posłańcami pokoju

Wczoraj zaszalałam. Wyprałam, powiesiłam firanki, ugotowałam bigos, zrobiłam smalec, pierogi ruskie, sos pieczarkowy... nie mogłam usiedziec  w miejscu bo ciagle mi się ryczeć chciało. Jeszcze mama mnie dobiła - jak zwykle (szkoda, że nie jest mi nigdy wsparciem) i dla M. wczoraj zamierzała robić ulubioną zupę jabłkową. No normalnie padłam...Co tam córka, zięciunia trzeba dopieścić a córce lekko dopiec... Na szczęście zupy nie zrobiła. 
W każdym bądź razie M. przyszedł, pierogi zjadł i... przeprosił. No nic - to pierogi jakies magiczne sa :)
Dziś Eucharystia może do tego czasu się nie pokłócimy. 
Za oknem kaszana się porobiła. Deszcz, wiatr i zimno. Jesień, nie ma na to rady :)

piątek, 5 października 2012

No to mamy znów...

Ciężkie czasy w domu. M. się pogniewał, ja wkurzyłam albo na odwrót. Z resztą każdy pewnie myśli, że jest poszkodowany. Nocka tragedia bo wiało okropnie a mi się śniło, że wieżowiec nam odchylał się o 90 stopni od pionu a potem oderwał się i fruwał. Od rana mnie głowa boli. M. się nie odzywa, ja też. No weekend cudowny się zapowiada. Nie ma co.
Byłam wczoraj u lekarza. Dzieć dobrze się rozwija. Siedzi sobie na pupie na razie bo łożysko dalej nisko i przeszkadza mu aby się odwrócić. Z resztą i tak cesarka na mur beton więc jakie to ma znaczenie. Doktor raczej nie widzi szans naturalnego porodu - boi sie ryzyka. Matko jak ja cesarek nie lubię. Za to cc nie będzie tak drastycznie szybko. czekamy na skurcze. No fajnie bo jak na razie to nawet przepowiadających brak. Z drugiej strony planowaną wolałabym bo trafić w nocyna jakiś patałachów to aż żal... Bóg przewidzi? Mam się nie martwić? w sumie co to da? Choć naturalny poród jeszcze mi się marzy ale widać, że to już świat marzeń.

środa, 3 października 2012

Nie chce mi się

pisać. Nie mam pojęcia o czym. Dni takie same choć intensywne, przerywane takimi zdarzeniami jak na przykład badanie poziomu cukru po obciążeniu glukozą. Średnia przyjemność. Szczególnie kiedy po zażyciu towrzyszy mi przez godzinę uczucie zgolnu, zejścia i czego tam jeszcze. Wyniki w przeciwieństwie do samopoczucia po glukozie - dobre. Co oznacza, że cukrzycy nie mam ale co to daje? Tylko wiedzę. W czwartek gin a ja już od tygodnia schizy wielkie. Masakra.
Dzisiaj nieszczęsny dnetysta do którego od dwóch tygodni nie mogę dotrzeć. 
Staś przespał noc i łaskawie NIE obudził się o 4.00 swoim ostatnim zwyczajem. Cud...Tylko jedno dziecko w nocy do nas przywędrowało co znów napawa nas nadzieją.
Marcysia przeżywa ostatnio fazę - A pani powiedziała... co przy całej mojej sympatii do pani jednak lekko mnie stresuje. Wszystkie aspekty życia zostają poruszane z panią - od kupki (?!) po zarazki na muchach. Matko... mam nadzieję, że Pani o nas jakiegos pochopnego wniosku nie wsnuje czy jak.
I tak oto dyrdymały napisałam choć naprawdę nie wiem czy to takie interesujące... No i 6.00 a mi się spać chce. Super.... 

poniedziałek, 1 października 2012

Wnerw

Te fotki to dla spokojności. Z wczorajszej, udanej wyprawy na kasztany...

Nasze trofea :)


Brak opamiętania w poszukiwaniu kasztanów


Zbieramy Co Bądź


Opuszczony, zaniedbany ... folwark?


Szukamy, szkukamy.... Tu Marcysia wygląda jak ja 34 lata temu - tylko loczka miałam na czole :)))
Staś szukał... kija :)
A wnerw mnie dopadł bo...
- mleka do kawy brak
- matki z drugiej grupy w Klubie zrobiły aferę bo im się nie podobało zastępstwo za panią M. w wyniku czego została wyrugowana pani A. - a Janek zrobił znów aferę w Klubie...
- auto dobiłam i uszkodziałam chyba przewody hamulcowe co oczywiście będzie skutkowało wydatkiem a na razie M. powiedział ... " nie no spokojnie możesz jechać tylko nie ciśnij mocno na hamulec..." no dziękuję :) chyba wolę trajtkiem pojechać :) W sumie jak na wysoką sumę jestem ubezpieczona to może i mu na rękę. Ale nie wiem czy 10 tys. to wysoka suma :D:P

Nie no tak całkiem serio to tylko ten Klub i afera mnie wkurzyła bo każda zmiana u Jasia ostatnio pokutuje w łzy. Więc dziś go w Klubie zostawiłam ale do końca zwolnienia Pani M. zostawię go w domu. No chyba, że coś się wyklaruje.
Szczerze mówiąc mam dość płaczy i pisków.
Wczorajsza wyprawa - bardzo udana.
Znaleźlismy opuszczony dworek, domek czy co tam... przed nim zaś stary Kasztanowiec. Kasztany w ilości zatrważającej. M. musiał mnie na siłę wyciągać bo nie miałam umiaru ze zbieraniem :D:D:D
Ale frajdy dzieci i ja mieliśmy co nie miara. Szkoda, że M. taki sztywny i nie widział NIC w tym fajnego.  No a niby młodszy ode mnie :) he he...Jak widać nie idzie to w parze no chyba, że na starość ja dziecinnieję.


sobota, 29 września 2012

Takie tam

Sobota. M. pojechał z dziećmi kupić Teściowi karnisz i go zamontować. Ok. Spokój. Obiad trzeba zacząć, ogarnąć chatę, prać nie mogę bo się pali gniazdko. M. już drugi raz zadawał serię pytań JAK TO SIĘ dzieje, zamiast odsunąć lodówkę i zobaczyć CO TAM SIĘ FAJCZY. Może zdąży zrobić to przed spłonięciem całego domu. Ewentulanie jutro będę pisać ze zgliszczy...
Staś śpi. Oj ten nasz Staś... daje mi popalić choć słodziak jest nie ma co. Ale histeryk, wrzaskun i siłacz pierwsza klasa. Nadal posługuje się raczje mową ludzi pierwootnych typu - uuuuuuuuuuu... uuuuyyyyy.... yyyyyyy.... eeeeeeeeeyyyyyy..... i ewentualnie to to, mama i tata. Więc biedny nie potrafi zwerbalizować coraz to wytwornych swoich potrzeb. Dzisiaj od rana afera o krzesełko a raczje o siedzenie na wywtornym krzesełku typu barowego. No naprawdę... 
Jan od wakacji zaś przeżywa z intensywnością wariacje na temat ubiorów i nie raz już wrzaski z powodu bluzy, spodni czy koszulki było słychac na podwórku.
Brak mi sił...
Generalnie wesoło. Za kilka miesięcy dojdzie następny osobnik z charakterem - ciekawe jak JA to zniosę? 

środa, 26 września 2012

Różnorodność

Różnorodność w rodzinie wielodzietnej sprawia, że życie jest kolorowe i nudzić się nie można.
M. dzisiaj pojechał do Ś. na dwa dni. Dzieci noc przespały, Staś nie gorączkował w nocy, Matka się wyspała i dzień spędziła na leniuchowaniu i wypełnianiu ankiety z Punktu Widzenia w którą się wpakowała widząc korzyści materialne. Ale... obawiam się, że korzyści materialne będą jednak równie wysokie jak nadpłata kredytu o której Bank pierwszy raz w życiu Matki zdołał ją poinformować. 13 zł - całe 13 zł :) Na piwo starczy :)
Tak więc dzisiaj wiedziemy w miarę spokojny żywot, M. nie zrobi awantury o brak surówki a dzieci (mam nadzieję) nie zrobią Matce focha, że NIC NIE ROBIĘ.
Ze Stasiem w sumie lepiej. W nocy nie gorączkował. W dzień widać było, że gorączka rośnie. W portfelu Matki leży recepta na antybiotyk - W Razie Co. Mam nadzieję, że W Razie Co nie nastąpi.
Taka jesienna, ciepła idylla wrześniowa. Normlanie budyń z soczkiem. Choć już przeżyliśmy Jankowy bunt z rana, bójkę starszaków i marudzenie Najmłodszego. No przepraszam - prawie Najmłodszego. Bo Najmłodsze czując spokój w brzuchu rozpiera się na wszyskie boki powodując zniekszatłcenie się okrągłego brzuszka Matki i wigibasy w różne strony. Cóż - jakieś bardziej aktywne się robi. Oby nie było nadaktywne po urodzeniu bo Matka się wykończy albo zejdzie na zgon z powodu szybkości przetwarzania danych.
Idylla... trwaj chwilo :)

wtorek, 25 września 2012

Realia wielodzietności

dzisiejsza nocka....
23.00 - Jasio płacze
1.00 - Marcysia płacze
1.30 - Marcysia budzi Matkę bo Staś kwęka
2.00 - Staś gorączkuje - paracetamol
2.30 - Staś rzyga
3.40 - Staś rzyga i rośnie mu gorączka - 39,2
4.00 - M. jedzie po czopki do apteki
4.30 - Spada gorączka - Staś lekko zasypia - M. śpi jak zabity, Matka próbuje ale...
5.00 - Jaś idzie siku
5.05 - Jaś nie otworzył klapy do wc - nasikał w łazience (po ciemku)
5.10 - Jaś śpi - Matka sprząta
5.30 - Matka zasypia - Ojciec wstaje
6.30 - Staś gorączkuje, Matka wstaje i jedzie do przychodni po numerek
7.08 - MATKA NIE DOSTAJE NUMERKA !!!!

ps. Matka już nie zaśnie... szkoła, klub, lekarz... a... no i w ciąży jest:) Realnia wielodzietności :)))

niedziela, 23 września 2012

Jesień?

Nadeszła chyba i jakoś nas ochłodziała. Zimno się zrobiło, katary nastały, gorączki u Marcysi i Stasia. Normlanie byle jakość. Marcysia po jednym dniu jest dużo lepsza więc nawet chyba pójdzie do szkoły. Stasio jakos trudniej wychodzi z infekcji. Ale dopiero jeden dzien gorączka więc nie powinnam psioczyć.
M. dziś na giełdzie SZUKA auta dla siebie do pracy. No normalnie cholera mnie wzięła bo marudził, że już nic nie może sobie dla siebie kupić. No to mu na to zaserwowałam aby MI pokazał COŚ co sobie kupiłam w ostatnim czasie za prawie 3 tys zł. (w domyśle ROWER). Uciszył się i zjechał z 3 -4 tys za auto do pracy na 1,5 tys ale OBAWIAM się, że i tak dopnie swego. No normlanie jakiś smutek mnie bierze. Jescze może będzie moja wina, że mu auto zabieram bo muszę nasze dzieci do szkoły i Klubu zawozić.
A co ja bym chciała? No właśnie NIC dla siebie - może to źle?
- regały sztuk 3 na książki - do dzieci i do naszego pokoju. 
- półki na kompaklty bo nam Staś i dzieci doszczętnie poniszczą (czekam na to trzy lata)
- podłączoną zmywarkę, nowy zlew i szafki do kuchni - jak już nie wszystkie to choć blat porządny i szafkę do zmywarki.
- szafę na ciuchy - marzenie ściętej głopwy bo ponoć za dużo ciuchów mamy a nie za mało szaf. No super
- półkę w przedpokoju. Rok obietnic.
I chyba już nic. Nawet dla siebie nic mi nie przychodzi.... no może mikser fajny i nowy piecyk bo ten ma 16 lat. Może kupię za macierzyński??? :) o to jest dobry pomysł.
AHA!!! No przecież chcę wózek :) No jakżebym zapomniała, że mam tak wielką swoją potrzebę :)

środa, 19 września 2012

Ktoś chyba oszalał :)

I to chyba JA. Już leci mi 24 tydzień - wiem, bo suwaczek między innymi po to zamieszczony... A ja ciągle z niedowierzaniem spoglądam i sprawdzam czy oby na pewno nikt się nie pomylił. Spac po nocach nie mogę, choć zmęczona okrutnie jestem. A ja już zasnę to śnią mi się horrory porodowe z chorymi dziećmi, znalezionymi w lodówkach... matko. Jakies dzieci niepełnosprawne i w ogóle do dupy. Niby aż tak się nie martwię ale gdzieś podświadomie chyba jednak tak :( jestem zmęczona już nie samą szkołą Marcysi, dojazdami, Klubem Janka i walecznym Stasiem ale tymi nockami. Wieczorem chcę szybko zasnąć a potem w nocy taki galimatias. Normalnie mam dość.
Ciuchami z innymi muszę się podzielić bo małych ciuszków zatrzęsienie. Choć nie wiem nadal jaka płeć myślę, że gołe dziecko chodzić nie będzie.

A teraz UWAGA - WALKA z muszkami owocówkami została prawie zakończona. Z góry zatem dziękuję, za porady dotyczące słodkiej i wabiącej pułapki. Ocet winny i płyn do naczyń - polecam. A swoją drogą po przewaleniu stosu zabawek, odsunięciu tego i owego przypadkowo jednak znalazłam... skórkę od banana w pokoju dziecięcym. Nie pytajcie jakie słowa cisnęły się mi na usta... tylko powiem, że dzieci z piskiem uciekały i krzyczały - nie ZABIAJAJ nas, NIE ZABIJAJ nas... :D Opieka społeczna nadal nie dotarła więc ufam, że jednak głośno nie wrzeczałam :)

poniedziałek, 17 września 2012

Zamiary na siły a nie inaczej...

Słabizna ze mnie. Totalna. Zaatakowały nas muszki owocówki. Koszmar jakiś rodem z horroru... wszędzie muszki, wszędzie a na okna dziesiątki. Przypomina mi się lekcja z biologii o tzw. rozmnażaniu. Króliki to chyba pikuś - owocówki te to mają pęd do życia.
Wypowiedziałam więc wojnę. Najpierw próbowałam wytropić jakieś ogryzki w pokoju dzieciaków. Nic z tego. Odsunęłam łóżka, zmyłam podłogi, odnalazłam ku uciesze dzieci zaginione zabawki...ciuchy zgarnęłam w jedną kupę i postanowiłam, że nie spocznę dopóki czegoś z tym nie zrobię.
Niestety .... moje siły są nadwątlone. Padam na nos. Spać mi się chce a brzuszek mimo, że niewielki skutecznie utrudnia wszelkie podkskoki w pokoju dzieci. A gdzie generalnie sprzątanie w kuchni???? Bo tam też ich miliardy...???
Na razie podstępem je weźmiemy. Pułapką octowo - płynowo - naczyniowo... Może choć część tych gadów wytępię???
A na razie aby się dobić pobiegnę na spacerek z dziećmi. Aby może ciut odsapnę?

sobota, 15 września 2012

Sezon chorobowy

chyba rozpoczety. Co prawda lekko katarzący i smarkający ale jest. Ja i chłopaki. Może przez to takie marudy? Marcysia się trzyma. Dziś znów rozczarowana, że do szkoły nie idzie :) no pieknie.
Akcja ze zmianą klasy (miejsca) przebiegłą sprawnie i jedynie jeden raz Marcysia dała upust swoim emocjom ale od tamtej pory (środa) już wszystko wie i nie ma strachu więc zadowolona bardzo. Pani chyba rónież bo jakaś spokojniejsza i częściej uśmiechnięta. Wczoraj widziałam moją Małą Nieśmiałą Dziewczynkę w akcji to znaczy w zabawie z innymi dziećmi to włosy mi dęba stanęły. Z nieśmiałości to chyba nic nie zostało :) 
Mała klasa, miła i mądra Pani - czego trzeba chcieć więcej?
Tak więc na razie to jest spokojnie. Za to Janek... utrapienie. W Klubie przez godzinę ryk. Przychodzi Pani Monika - jest ok. W domu wrzaski, piski, tupanie nogami, piana na ustach... normlanie irytant okropny plus manipulant. Nie wiem co jest grane. Jest uparty, nieznośny a za chwile do rany przyłóż. Zmiana nastrojów zatrważająca. Krzyki, kary, prośby, groźby nie pomagają. Mi brak sił i słów. Coś się dzieje bo i do łóżka do nas przychodzi czego nie robił. Tylko niby prostszy model ale jakoś dogadać się z Marcysią mi łatwiej niż z nim.
Staś za to broi jak broił a nawet więcej. Szafki otwiera, szklanki wyjmuje, ucieka, piszczy i krzyczy... Miewam już stany depresyjne, szczególnie wieczorami. Nie wspominam tu nawet o sytuacji rodzinnej z rodzonym bratem bo tu sprawa beznadziejna i tragiczna. No i jak tu kobieta w ciąży ma się oszczędzać? No jak?

czwartek, 13 września 2012

Sześciolatka :)


Ma już sześć lat :) Moja Najstarsza...
Kiedy to zleciało? Nie wiem... nie mam pojęcia. Czas pędzi niespotykanie szybko. Zbyt szybko.
M. chodzi do szkoły. Zadowolona, samodzielna, jedna z pierwszych kończy ćwiczenia, opiekuńcza do Najmłodszego, w stosunku do Średniaka - uparta i złośliwa. Kochana, nieśmiała, uparta, wygadana i wyszczekana ale nie przy obcych.
13.09.2006 - godz. 23.15 - matko... jaki to był ciężki poród :) tylko, że nic nie pamiętałam o bólu sekundę po. Oj i jako mały niemowlak dała nam popalić... oj dała :)

środa, 12 września 2012

Trochę zmian...

w szkole Marcysi :(
Niby na dobre ale ten dzisiajszy płacz, to pewnie i trochę przez te zmiany. Nie wie co się dzieje i reakcja natychmiastowa.
Wczoraj odbyło się zebranie. Pani - REWELACJA! Pierwszy raz byłam na takim zebraniu. Rozdała nam kartki z imieniem dziecka - aby wiedzieć kto jest kim. Poprosiła aby opowiedzieć o swoim dziecku jedno zdanie. My guły - z zaskoku jakieś głupoty plotliśmy.
Potem okazało się, że jednak rodzice przejęli inicjatywę w swoje ręce i wywalczyli utworzenie trzeciej zerówki - tak więc z dwóch - 32 osobowych powstały ... trzy. 22 osobowe i 16 osobowa (!)
Ta ostatnia została przeniesiona do budynku obok szkoły dostosowanego do potrzeb dzieci - łazienka, sala. Wszystko ładne i nowe. Jedyny manakent to chodzenie na obiady do szkoły dużej. Ale mówi się trudno.
Nie chciałam Marcysi przenosić bo Pani E. miała zostać w klasie B. Okazało się jednak, że rodzice z inicjatywą jednak mają wielkie poparcie i Pani E. przechodzi do C. Jedna z mam dodzwoniła się do mnie z pytaniem czy Marcysię przenoszę. Bo jest jedno miejsce. Hm... no to przenoszę bo Marcysia uwielbia Panią... Uciekałam od zmian, nie chciałam ich a tu proszę jednak mnie dopadły. Wizja klasy 16 osobowej z bardzo fajnymi rodzicami z inicjatywą pociąga. Zobaczymy jak w będzie to wyglądać w życiu. Marcysia kocha szkołę. Lubi się uczyć. Pisać, poznawać literki, opowiada o pani non stop. Podoba jej się. Ale dzisiaj nastąpił po prostu kryzys. 
Janko idzie jutro do Klubu. Bez dwóch zdań a ja zobaczę jak Marcysia funkcjonuje w nowym miejscu. 16 osób to normlanie rarytas :)

Depres

Dzieci mi się zdepresjonowały :(
Po pierwsze - Jaś - do Klubu dzisiaj nie pójdzie.
Po drugie - Marcysia - w szkole ryk i łzy niczym Dunajec... niby problem z zupą botwinką - tia... terefere....
Po trzecie - Staś - wyjec
Po czwarte - głowa boli mnie, bajzel w chacie, mąż się czasem na ten bajzel wnerwia, ja mam dosyć i nie chce mi się ciuchów upychać do szaf - nota bene - do czego mam upychać jak nie mam szaf????
Talerze mi ostatnie deserowe się potłukły - z 20 sztuk. No cóż .... znajoma je niechcący rozbiła na mak... W sumie nie szkoda bo stare i wybrakowane ale nowe to znów wydatek a M. marudzi, że zbyt dużo wydatków.
Tak więc zero ciszy w domu. Dół totalny. Ja w fazie rozkładu termicznego i spleenu. Normlanie zgon i trzy metry mułu... :(

poniedziałek, 10 września 2012

Antoś?????

No bardzo proszę :))) Prosze zobaczyć? Czy mnie oczy nie mylą? Fajnie nie wiedzieć i jednocześnie... ciut wiedzieć :)))

 Staś :)



Kruszyna :)))



Marcysia :)


Czy jednak Michalinka ???? :)))



A tu taj zagadka - z małą podpowiedzią??? KTO TO JEST ? :)






Nowy tydzień

W domu ciszej... :) Jaśko poszedł do Klubu. Co prawda dość opornie bo z Mamusią chciałby jednak w domku zostać ale...nie ryczał :) Nagle zrobił sie pusty dom. Jakoś więcej czasu... normalnie sama nie wiem co mam robić choć pracy ful  - obiad, remanent w ciuchach, przygotowac pokój do remontu ... to jednak w końcu mam czas DLA SIEBIE :)
W poniedziałek i piątek Dzieci kończą koło 13. Więc spokojnie razem jadą do szkoły i Klubu i razem wracają. W pozostałe dni musimy sobie radzić ciut inaczej. W środę dodatkowe zajęcia ze śpiewu i rytmiki dla Marcysi. Chyba jakoś nie umrzemy z przepracowania? :D
Jest dobrze... Zatem znikam spacyfikować Stasia, potem ciut mam czasu dla siebie. Może nawet NIC nie będę robić? Tylko obiad nastawię?

sobota, 8 września 2012

Mała historia...


Janek :))))


Marcelinka :)))



Misia lub Antoś...


Ze zgrozą stwierdziłam, że NIE MAM zdjęcia Stasia??? Czy już mi na głowę padło?




Tydzień minął...

Ogólnie jest dobrze. Ale jestem mega zmęczona... Dobrze choć, że chłopcy jeszcze teraz śpią... potem kołowrót na nowo. Staś co prawda wierci się nieposkojnie więc pewnie niedługo wstanie ze swoim - to to, co to, mama, amama itp - yyyy i yyyyy....
Marcysia zadowolona. Wczoraj była religia - córka zafascynowana choć Pani nie była w czarnej sukience ale było super. Obiady dziecko pochłania i zadowolone. Myślałam, że choć na jedzeniu w domu oszczędzę ale gdzie tam... córa w domu je nadal - jakby nawet więcej.
Z zajęć dodatkowych - pozostał zespół - w środę więc myślę, że będzie ok.
Zajęcia zawsze na rano do 13.15 - Janko do 12 lub 12. 45. Potem dzieci w domu. Super. W szkole niedaleko nas - zajęcia dla pięciolatków do 17.00. Mało uroczo...
Ja nieco spokojniejsza po wizycie u ginka. Maleśtwo śliczne, wzorst proporcjonalny więc na razie pród nie przeraża. Poza tym... jeszcze tyyyyyle czasu.
Na razie Staśko mnie przeraża. Małe dzidzie kocha ale ciągnie za palce, nóżki, wpycha palce do oczu. Masakra. Mało delikatny - jak to chłopak a ja jestem przerażona. Co to będzie za 5 miesięcy?
Stach zazdrosny, piszczący, marudzący, domagający się piersi, szalony, biegający, otwierający szafki, wyrzucający wszystko do śmieci.... ja biegam za nim z prędkością komety... on z prędkością światła. Jedynie 2 kilogramy przytyłam a to 5 miesiąc ciąży więc nie łudzę się, że będę wielką beczką... I ciut mi szkoda tylko, że brzuszek jeszcze tylko kilka miesięcy... i buuuu chyba ostatni raz :((((( A tak bym chciała jeszcze....
Wczoraj odpowiedź na moje westchnienia. Torba z ciuchami do A. Kurtki, płaszcze, tuniki... Schowane w szafie aby nie drażniły Mojego M. M. nie lubi jak coś dostaję - twierdzi, że to obciach dla niego bo on powinien zapewnić kobiecie wszystko. Mi wystarczy podłączenie zmywarki... nota bene... jutro ROK od kiedy kupiliśmy. Chyba torcik z tej okazji uskutecznię :D Miał ktos ROK zmywarkę w dziecięcym pokoju??? :D:D:D:D
No i M. drażnią ciuchy w ilościach naszej rodziny... no cóż. Szaf nam brakuje to niech go drażnią :)

A tak w ogóle to jesiennie się zrobiło. Chłodno  buro. Od czasu do czasu słońce. Ale chłód, potem za ciepło.
Wczoraj wizyta na Kaszubach u pana dentysty. Ząb wyleczony kanałowo i czekamy na plombę. Janko poczuł się jedynakiem przez trzy godziny. A jaki był spokojny. Ale równowaga musi być - po południu odbiło całej trójce i trudno było zastosować funkcję - wyłącz. :)
ps. Chłopcy daj śpią... :D:D:D
A ja lecę czytać książkę p. Moniki Staszewskiej - Bez lęku :) BAJERA

Chwila niepewności i ciąg dalszy nastąpi

Remont całkowicie nadal nie skończony ale chłopcy ŚPIĄ już w swoim pokoju (choć na starym łóżku) MALOWANIE DRZWI SYNKU KTO DOTY...