niedziela, 15 grudnia 2013

Takie sobie zwykłe życie

          I stało się. Mój pracodawca po wielkich mecyjach podjął decyzję, iż po 11 latach zatrudnienia jednak nei przedłuży mi umowy (miałabym już na stałe) i od stycznia będę w nowej rzeczywistości czyli przyję status bezrobotna. 
Dziwnie mi z tym, bo od ukończenia szkoły (2005) ciągle pracowalam a tu ... zonk. Nie wiem co to jest być bezrobotnym więc teraz tego doświadczę. No cóż - przykro trochę, trochę nieprzyjemnie ale spodziewać się tego mogłam. 
"Pan Bóg zamyka drzwi to owtiera okna" - w takim bądź razie czekam na to otwarcie. Na razie jednak nadal zajmuję się domem i dziećmi, z tym, że już bez tego zabezpieczenia w postaci urlopu wychowawczego. 

A co u nas?
We wtorek doszło do mnie, że święta już blisko. Zbyt blisko. Jakoś intensywność, mimo mojego lekkiego wyluzowania wpłynęła na to, że zatracam poczucie czasu. Albo czas tak przyśpieszył?
Adwentowo staramy się sprostać Oczekiwaniom ale ani prezentów, ani porządnie chata nie sprzątnięta. Wczoraj próbowałam coś nadrobić i umyłam okna.
W między czasie zepsuł się odkurzacz, M. naprawił (hm.... naprawił tak, że właczony jest na stałe - ważne, że odkurza.... ps. Nie zna ktoś Ofiarodawcy, który chciałby ofairować w miarę sprawny odkurzacz? - coś mi się wydaje, że TEN nie pociągnie długo)
Okna umyte, firanki wyprane i nawet część poprasowana.
Reszta leży odłogiem.
Wigilia u nas (chyba) więc będę miała jakieś jednak trochę motywacji aby się ogarnąć a nie myśleć o mojej pracy.
Antoni już całkiem sprawnie chodzi - wygląda jak mały pingwin bo specjalnie puszcza się i chodzi lekkim sprintem. Naprawdę śmiesznie to wygląda.
Staś broi za dziesięciu. (matko po kim on taki jest???) ale do prefekcji nauczył się mówić - pleplatam tzn przepraszam....
Marcysia po jednym niepowodzeniu w szkole (test z polskiego) idzie jak burza i szóstka za szóstką lądują w dzienniku. Swoja drogą jestem przerażona poziomem w szkole - testy jakie oglądam co jakis czas mnie załamują bo na prawdę nie są one obrazem wiedzy dziecka. Tak samo jak zadania testowe w książce. Jak dla mnie - tragedia. Sama jej wymyślam zadania bo cos czuję, że szkoła (mimo, że nasza jest ok) jednak potrafi zniszczyć indywidualizm i sztukę myślenia u dziecka.
Janko dorywa się do krótkich książeczke i z upartością czytelnika próbuje odczytać wszystkie znane wyrazy. To dla mnie nowość bo Marcysia takiego pędu do wiedzy i czytania nie posiadała.

I tak to oto sobie żyjemy. Dzisiaj miałam w planie robić ozdoby świąteczne ale M (jeszcze leżymy w łóżku) wpadł na pomysł wypadu rodzinnego na Półwysep... czyli Matko ... zbieraj się i organizuj się :))))))

2 komentarze:

  1. Aguś, co mogę powiedzieć... Z własnego doświadczenia wiem, że Bóg się troszczy w takich sytuacjach. Ale łatwe to to nie jest. Może jakąś kasę z PUP-u udałoby ci się wyciągnąć? Na własną działalność? ++

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz odkurzacz zdechł jakiś czas temu i póki co nawet dywan zamiatam szczotką :P
    A z tym bezrobociem tragedii nie ma, u nas we wsp tylko 1 mama na nim nie jest. I żyjemy :)
    Dobrego adwentu, już coraz bliżej...

    OdpowiedzUsuń

Wakacje czyli wolny czas?

Po pierwsze skończyliśmy rok szkolny jelitówką (Staś) i zaczęliśmy wakacje jelitówką (Antoś) Potem wyjazd Jasia na Oazę Dzieci Bożych, kilk...