piątek, 27 grudnia 2013

I po świętach...


Nam przeszło dość dobrze, nie licząc stresu związanego z wysokimi gorączkami Marceliny - nie wiadomego pochodzenia. Bo mocz dzisiaj pobrany i nic nie wskazuje na to, że to ZUM. Czekamy na wyniki krwi. Nieco lepiej z Marcyśką - tylko raz wczoraj wysoka gorączka no ale to już razem z ospą trwa dzisiąty dzień :(
Z racji tego, że nasz dom jest siedliskiem zarazy nie przyjmujemy gości ani też nie gościujemy się. To wprowadziło w naszą radzinę spokój i taki luzik. Graliśmy w planszówki (gra BIM Bam - jaki to dźwięk), oglądaliśmy razem filmy (Ania z Zielonego Wzgórza) i bajki i było dobrze. Dzieciaki się bawiły, rodzice odpoczywali i nic nie musielismy robić ani nigdzie iść, spieszyć się. Widać z tego, że choroba ma czasem swoje dobre strony. Ale wolałabym jednak aby Marcyśka nie gorączkowała już wcale. No i aby te wyniki krwi nie były tragiczne...
Ogólnie czekamy zatem na następne kropki u chłopców. Ciekawa jestem czy ktoś się uchroni? Patrząc na conocne przyłażenie do naszego łóżka to jednak liczę na to, że cała trójka nam się zakropkuje.

A co poza tym...?
Jakoś dojść nie mogę do siebie po wiadomości od mojego pracodawcy. gdzieś to we mnie siedzi. Jakieś nieprzebaczenie czy cholera wie co? I tak jakoś trudno mi zrozumieć, że będzie dobrze.
Ale widocznie muszę to "przetrawić". Widocznie tak.
A poza tym? Poza tym - lenistwo, lenistwo i wielkie nic nei robienie. Oczywiście nie wliczam tu gotowanie, odkurzania, prania, prasowania, sprzątanie, podnoszenia zabawek i chowania itd itd. Fajne lenistwo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Niedziela - sam na sam

Z racji tego, że mam pacjentkę na 19.30 nie mogłam z resztą jechać do Lubiatowa. Szkoda ale troszeczkę. Zostałam sam z Trójkową siestą, cisz...