wtorek, 9 maja 2017

Śpią

Śpią a jedno poszło do szkoły. Piję kawę i zatapiam się w ciszy. Na jak długo? Zapewne za chwilę się obudzi Antoni z okrzykiem - MAMOOOOO choć się do mnie pytulić.
Życie tak biegnie ostatnio jak szalone. Z resztą zawsze tak biegło.
Mam sporo zaległości ale powoli łapię się na tym, że nie ogarnę wszystkiego i wszystkiego nie nadrobię.
Lekarzy mnóstwo. Dermatolog, okulista, endokrynolog, dentysta, kardiolog. Jeszcze moi począwszy od internisty skończywszy na onkologu - terminy troją się i czasem zapominamy o czymś bo nie doczytam w kajeciku.
W tym szaleństwie jest jednak jakieś piękno.
Wspominamy wyjazd do Włoch, tęsknimy za nowym. Tym razem marzy mi się Ziemia Święta ale to marzenie z wyższej półki. Ciekawe czy się ziści. Planów na wakacje w zasadzie nie mamy. Jakieś mgliste. Ale doprecyzowane nie są.
Majaczy nam się w oddali jakiś remont w domu więc większy wyjazd trzeba chyba zastąpić farbami, drzwiami i nową elektryką w chacie. Ale przynajmniej ładnie będzie. Czysto i bezpiecznie.
Gdzieś pomysł na Francję choć po ostatnich zamachach terrorystycznych strach gdziekolwiek się ruszyć.
Na razie najbliższy wyjazd to do Jastrzębiej na kolejny etap - Shema. Ciekawe co tam usłyszę. Jestem ciekawa - nie powiem ale jednocześnie jakiś lęk. Jak zwykle...
Najważniejsze, że jedziemy tam sami, bez dzieci i mam trzy dni luzu. Czyli nie sprzątam, nie gotuję i nie martwię się co jest zadane.
O taki lajf...

A teraz kilka fotek mnie samej. Bo napisaliście, że dzieci wyrosły a my się chyba trochę postarzali :)





2 komentarze:

  1. Ten etap to bardziej jak wakacje ;) Duża ulga.
    Dobrego podróżowania... Też mnie korci żeby gdzieś powybywać i nadrobić zaległości z ostatnich wakacji...
    Postarzali hmm... eee nie, dzieci rosną, a my przecież ciągle wszyscy piękni i młodzi ;D
    Też nie ogarniam terminów...

    OdpowiedzUsuń

Wielkimi krokami zbliża się...

KONIEC ROKU co rok, coraz bardziej, z większą intensywnością wyczekuję KOŃCA roku szkolnego. Coraz bardziej się cieszę i to chyba na równ...