piątek, 2 sierpnia 2013

Składzik a może gabinet psychoterapeutyczny?

Wczoraj spotkała mnie niemiła niespodzianka - ba! rzeczywiście NIEspodzianka... M. wieczorem pojechał ze starszakami nad morze a ja, mimo wielkiej niechęcie powędrowałam do Biedrony po pampersy i małe zakupy. Oczywiście z Antonim. W chuście.
Wracając spotkałam sąsiadkę z pierwszego piętra - do tej pory wydawało mi się, że sympatyczną choć lekko zwariowaną. Ale - raczej nieszkodliwą. Sąsiadka wybierała się do piwnicy do Pana Konserwatora, który całymi dniami siedzi w kanciepie albo ścina trawę, albo robi inne rzeczy wokół naszego cudownego i pięknego, uroczego wieżowca.
Stoję z Antkiem koło windy, czekam i nagle dobiega mnie dialog ... bynajmniej nie ściszonym głosem
- wie pan... ta z od M. z tą czwórką dzieci - o Boże... czwórka dzieci ... (matka jedynaka się odezwała)
- tak... rok po roku... ciągle wrzeszczy na nie a dzieci takie smutne, zastraszone... no nic dziwnego jak rok po roku - ona zmęczona (ojciec dwójki)

No cholera mnie wzięła!!! nawet nie potrafię określić dlaczego - czy mnie taka głupota ruszyła (kobieta MUSIAŁA wiedzieć, że stoję przy windzie bo ze  mną przed chwilą gadała!!!)
Oczywiście nie omieszkałam odkrzyknąć (i to chyba mnie boli najbardziej, że tak emcjonalnie zareagowałam), że ja mimo wszystko ja słyszę i jak chcą dalej gadać to ciszej. Że dzieci nie są rok po roku - a o moje smopoczucie nie muszą się martwić i że to wstyd aby dupy obrabiać sąsiadom bo w tym wieku to trzeba myśleć o sprawach bożych a nie o pierdołach...
Nożesz kurna... psychologowie od siedmiu boleści . Dość mam tych sąsiadów, dość całej tej wspólnoty zapyziałych dziadków i jest to krok do tego, że z miłą chęcią się stąd wyprowadzę. Pytanie tylko kiedy?
No ale fakt pozostaje faktem. Uniosłam się, emocjonalnie zareagowałam (dlaczego) no i słynne pytanie neonowców - Co Pan Bóg chciał mi przez to powiedzieć?

Swoją drogą czy TAK? wyglądają smutne i zastraszone dzieci wrzeszczącej matki?


14 komentarzy:

  1. nie wyglądasz na zestresowaną matkę ani Twe dzieci na smutne :)
    Ludzie zawsze będą gadać i to jest straszne. Mam wrażenie, ze często z zazdrosci.
    U nas moja mama ostatnio usłyszała, nie pierwszy raz zresztą, że po co jej tyle dzieci było skoro teraz wszystkie przyjeżdżają do nich i ich objadają, a ogród zarośniety. Masakra jakaś. I żeby nie było mało to zgodne z prawdą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za ludzie:) Jak słyszę takie historie, to nie wiem sama, czy śmiać się, czy płakać. Są ludzie i parapety;) Parapetami staram się nie przejmować choć nie zawsze wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. ludzie maja nasrane w glowach i musi im sie strasznie nudzic, ze tylko dupy komus obrabiaja. Bardzo dobrze jej odpowiedzialas.

    OdpowiedzUsuń
  4. choc fakt faktem - teraz zanim krzykne na dzieci to sie zastanawiam sto razy.... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha może chce Ci powiedzieć, że sam by zwariował z takimi sąsiadami xD
    A swoją drogą rozumiem Cię BARDZO dobrze, sama miałam rok temu nieprzyjemność słyszeć, jak sąsiad z sąsiadką obmawiają mojego synka, że taki nieśmiały i się wszystkiego boi (dziecko, które właśnie przeprowadziło się do nowego miejsca i zaraz potem zostało starszym bratem, no heloł, jaki miał być??). Zabolało mnie strasznie, aż się poryczałam. No kurde sorry, nie dość że trudno jest wychowywać dzieci i się człowiek o nie ciągle martwi, to jeszcze jakieś neptki dokładają swoje trzy grosze. Także dobrze, że im wygarnęłaś, wydaje mi się, że lepiej się na kogoś wydrzeć i mieć jasność, co się czuje i robi, niż kisić w sobie sądy.
    Masz super dzieci i jesteś dobrą mamą :) Ja na moje też krzyczę, jak coś zbroją, sorki ale metoda na troskliwego misia do mnie nie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  6. :)))) No ja też ryczałam wczoraj jak głupia :)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Przytulam.
    Na pocieszenie - różne, równie nieprzyjemne rzeczy zdażyło mi się usłyszeć od moich naj najbliższych, też "za plecami" gdy wydawało im się że mnie nie ma w pobliżu. Rozumiem jak boli. Trudno w sobie wtedy odnaleźć siłę by bez wahania wierzyć, że ma się słuszność. Ale tak właśnie jest.
    Buziaków sto dwa!
    I wszystkiego naj naj naj dla Solenizanta ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niektórym chyba się nudzi... i dobrze, że dostali nauczkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. mogę Cię pocieszyć. Ja usłyszałam na placu zabaw od pani, twierdzącej, że źle pilnuję swojej dwójki - no tak jeszcze z dwoje sobie dorobić i wtedy ze spokojem siedzieć. A ja po prostu nie chodziłam za moimi dziećmi krok w krok po placu zabaw i panią to denerwowało - bo ona wchodziła za swoją córeczką nawet na zjeżdżalnię. Swoją drogą dzieci moje nie broiły bo zwróciłabym im uwagę. Ludziom nigdy nie dogodzisz, zresztą po co. Duże rodziny są super, niech żyją :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem w szoku Aguś. Nie chciałabym wiedzieć co ludzie w naszej małej mieścinie mówią o naszej rodzinie:( Łatwo jest powiedzieć żebyś się nie przejmowała, ale wyobrażam sobie jak to zabolało. Niemniej pomyśl sobie tak: To jest problem tych ludzi, że tak dziwnie patrzą na świat i to oni sobie muszą z tym problemem poradzić w tej swojej kanciapie psychoterapii osiedlowej:) rut

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja ich trochę rozumiem, bo mam podobne odczucia jak czytam Twojego bloga. To pewnie wypadkowa moich doświadczeń, bo mam małego synka w wieku Stasia, jednego jedynego, i nie bardzo wyobrażam sobie, że moją energię zyciową i zaangażowanie, które mu poświęcam, dzielę na czworo... Zdroworozsądkowo wiem, że Twoim dzieciom należy zazdrościć wspaniałej, wielkiej rodziny, ale czasem łapię się na tym, że myślę, że pewnie chciałyby mieć więcej maminej uwagi itd. Anyway Twoje wybory życiowe, to Twoje wybory i nikt nie ma mandatu, że Cię oceniać... A komentowanie ich ze świadomością, że stoisz obok to jednak brak kultury zwyczajnie... Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuje :) odkrywam w macierzyństwie, że to co się dzieli cudem się mnoży więc podobnie jest z czasem ... :D

      Usuń
  12. ja mam wśród najbliższych samych krytyków i wszystkowiedzących - a żeby nie zwariować, to śmieję się z ich uwag i pretensji skierowanych do mnie, bo ja nie robię im krzywdy, to oni mają problem, ze ja nie jestem marionetką i nie żyję tak jakby oni chcieli by to widzieć, ale do takiej postawy trzeba DUŻO pewności siebie i tego Ci życzę - żebyś nie traciła wiary w to, że jesteś WIELE warta, i że każdy chciał by mieć taką mamę i żonę: wspaniałą i oddaną rodzinie !
    /mary

    OdpowiedzUsuń

Wakacje czyli wolny czas?

Po pierwsze skończyliśmy rok szkolny jelitówką (Staś) i zaczęliśmy wakacje jelitówką (Antoś) Potem wyjazd Jasia na Oazę Dzieci Bożych, kilk...