wtorek, 16 kwietnia 2013

W domu...

Wreszcie wróciliśmy. Mocz Antosia jałowy, antybiotyk nadal przez kilka dni, potem furagin do czasu CUM - cystografi układu moczowego ... no cóż.
W domu ogarniamy się. Pranie, pranie i pranie. W sumie SKĄD bo prano w czasie moje nieobecności. Wychodzi na to, że ja jednak brudzę najwięcej.
Jak dojdę jakoś do siebie to opiszę szpitalne moje przemyślenia. Na razie ciesze się dziećmi - nawet ich nieznośnością i domem. Napatrzyłam się w szpitalu, poprzebywałam w klitkach i naprawdę wdycham wolność pełną piersią.
Cudem są dzieci... cudem jest bycie z nimi nawet krzyczącymi... cudem jest spędzać z nimi czas i być dla nich... jak bardzo się cieszę, że jestem z nimi w domu. A jutro z tej okazji upiekę ciasteczka...

7 komentarzy:

  1. Agnieszko, cieszę się wraz z Wami, wyobrażam sobie, jaka to ulga dla wszystkich!
    To teraz już tylko zdrówka dla Antosia :) a Ty syć się codziennością, rzeczywiście zwykle się jej nie docenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie musi być z czwórką krzykaczy w domu, ja mam jednego więc trudno mi sobie to wyobrazić. Pozdrawiam :) i zapraszam do mnie na bloga

    OdpowiedzUsuń
  3. dobrze, że już w domu. Zdrówka dla Antosia!

    OdpowiedzUsuń
  4. A proponowałam pranie! To Mój może przyjedzie to Ci poprasuję? L z R.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj i na takie wieści czekałam :) Cudownie to czytać, cudownie!!
    Buziaki i niech Antoś szybko do zdrowia powraca.

    OdpowiedzUsuń
  6. nareszcie. pamiętam nasz powrót ze szpitala sprzed roku. Wszystko, nawet drobiazgi i zwykłości tak cieszyły jak nigdy dotąd. rut

    OdpowiedzUsuń

PRZYSZŁA KRYSKA NA MATYSKA

Jestem przeziębiona. Ból gardła, katar, kaszel, ból głowy. No tak ewidentnie. Powiem szczerze dawno mocno tak mnie nie wzięło. I jeśli zaraż...