czwartek, 27 sierpnia 2015

Wakacje wakacje i ... po wakacjach :)

Jakby to mówiła Moja Mama już po 30 lipca...:)
A tak mamy 26 sierpnia i mamy już bliżej szkoły niż następnych wakacji. Trudno... ale mamy za co dziękować bo wakacje mieliśmy wyjątkowo piękne i obfite. Piękne są zawsze ale te były bogate w doświadczenia.

Próbowałam zapisywać sobie gdzie byliśmy - co robiliśmy ale właśnie zaginęła nam kartka z lipcowego, deszczowego dnia i będę musiała z mozołem uskuteczniać rekonstrukcję zdarzeń :)

Lipiec pokrótce opisałam poprzednio - ułamek tego i teraz spróbuję coś przypomnieć sobie z drugiego miesiąca.

Miesiąc zaczęliśmy intensywnymi naukami pływania. Było dobrze choć Jaś od stycznia nieźle się stresował (coś musiało się wtedy wydarzyć) ale teraz było całkiem znośnie. Marcelina zaś w grupie zaawansowanej z trudem ale dawała sobie radę. Grunt to nie dać się ...
Potem mieliśmy kilka dni oddechu i pojechaliśmy rodzinnie do Krakowa. To była tak zwana wymiana na mieszkania. Do nas przyjechali znajomi z Krakowa a my pojechaliśmy do nich. Doświadczenie dobre bo mieszkaliśmy w jednym pokoju (oni tak muszą non stop z trójką dzieci) więc doświadczyliśmy pewnego rodzaju braku.

Trochę zdjęć na zachętę

Cel Pielgrzymki :)
To miejsce oczarowuje mnie za każdym razem.


Miejsce, które pierwszy raz ujrzałam i zakochałam się w szczególnie w starej części, gdzie żyła, modliła się siostra Faustyna.


Wawel... mamy podobne zdjęcie sprzed dwóch lat tylko o dwa lata wszyscy młodsi i pogoda diametralnie różna


Ulica... bez komentarza. Nie padał wtedy deszcz.


Wadowice - moja druga miłość a poniżej seria po której wszystkim można wypisać żółte papiery - rodzicom również. Ustawianie zdjęć ... phi... :)






Przed synagogą - cudnie cudnie cudnie... Udało mi się zaciągnąć ich do jednej ale warto było


w Limanowej u stóp Miastowej Góry, gdzie stoi Krzyż Papieski


super zdjęcie szalonego rodzeństwa... brak mi jednak piątego do kompletu :)



Staś zawadiaka... kilka dni przed wyjazdem sturał się z łóżka i lekko uderzył w kącik oka... gula do tej pory ale przez cały wyjazd mieliśmy co rano inne kolory :)


Jaka Matka taka córka... uwielbiam ją :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PRZYSZŁA KRYSKA NA MATYSKA

Jestem przeziębiona. Ból gardła, katar, kaszel, ból głowy. No tak ewidentnie. Powiem szczerze dawno mocno tak mnie nie wzięło. I jeśli zaraż...