niedziela, 17 maja 2015

zadziwienie

Tak mozna określić także mój ostatni stan ducha. Zadziwienie... zdziwienie? czasem coś więcej. Czym? Hm... ludźmi. Ich reakcjami. Tym jak bardzo się różnimy z naciskiem na JAK.

Sytuacja 1
Plac zabaw w pobliżu. Wreszcie ktoś ruszył mury i górka jaka była kilkakrotnie już obsiewana trawą i oczywiście pozostawiana sama sobie została - w r e s z c i e - porządnie obsadzona płatami darni. Nawieziona. Na placyku zostało wygospodarowane miejsce na zabawę dla dzieci i na odpoczynek - czyli znów posiana trawa.
Normalne jest aby wszystko się przyjęło potrzeba CZASU. Podlewania i nie używania placyku. Normalne to jest tylko dla niektórych. Otóż nie pomogły taśmy zabezpieczające, nie pomaga kłódka na jednej z furtek i nie pomaga KARTKA gdzie jest napisane, że pożadanym jest nie korzystanie z placyku do 1.06. TYLKO dwa tygodnie.
Cóż... niestety wczoraj zobaczyłam na placyku kilkoro rodziców z dziećmi. Czyli kartka z prośbą została zignorowana, taśma zabezpieczająca zerwana i ...
W między czasie na forum dzielnicy przeczytałam, że plac zabaw jest dla dzieci i mają tam dzieci się bawić a nie ma rosnąć głupia trawka.
No doprawdy. Tak trudno zrozumieć, że potrzeba czasu. Że taki stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie i że nie jest to zrobione przez złośliwe starsze osoby bo mają taki kaprys.
I tu moje zdziwienie naprawdę jest wielkie. Dorośli ludzie nie są w stanie pojąć takiej oczywistości, którą pojmują moje dzieci. Cóż... życie.

Sytuacja 2
Czytam z zainteresowaniem ale jak widać już coraz mniejszym pewien blog. O adopcji. Obecnie o macierzyństwie. Nawet teraz o cudzie nowego życia. Uwielbiam oglądać dobre fotografie. A tam dziewczyna ma wybitny talent.
Ale również otwieram oczy ze zdumienia. Ale już nie wywołuje u mnie ta sytuacja jakiejś złości tylko czyste zdziwienie. Trochę staram się przypomnieć siebie kiedy miałam jedno, dwoje dzieci.
Dlaczego matki, czekające TAK długo na dar macierzyństwa po roku decydują się na żłobek, nianię? A jeśli pojawia się w miedzy czasie kolejne dziecko to już mus bo przecież będzie ciężko. Nie dam rady... Dziecko ma potrzebę bycia z dziećmi.
Dziecko dwuletnie ma potrzebę bycia w domu z Mamą. Być może jest bardzo uspołecznione i ma ochotę się pobawić z innymi dziećmi ale to nie oznacza, że należy mu zapewniac miejsce w żłobku. Te podstawowe potrzeby wypełnia Mama i Tata. Do 3-4 roku życia dzieci nie mają innych potrzeb między innymi uspołeczniania. I nie chodzi mi tu o sytuację kiedy rodzice idą do pracy bo muszą bo coś tam. Nie... chodzi mi o konkret. Rodzi się dziecko kolejne. Starsze wysyłamy do przedszkola lub do żłobka.
Dla mnie szok. Ale staram się nieco zrozumieć sytuację kiedy NIE wiem jak się będę odnjadywac w takiej sytuacji. Nie wiem... szkoda mi tylko, że starszak w tym wypadku idzie do instytuacji gdzie większy wpływ na jego wychowanie zaczyna mieć obca kobieta niż własna Mama. Na wszystko przyjdzie czas. Dla mnie ten czas to nie jest wiek pomiedzy 1 a 3 rokiem życia. Kiedy nie muszę, nie wysyłam.
Sama chcę mieć wpływ na nasze dzieci. Chcę im wykształtować taki kręgosłup aby kiedy będą starsze potrafiły już się obronić. To jest ta idea bycia z Mamą. To moja idea i mojego Męża.

Sytuacja 3
Jestem na jednym z forum. Z coraz mniejszą chęcią chyba tam zaglądam. Cóż. Forum katolickie a ja coraz częściej jestem zgorszona postawą osób. Brakiem miłosierdzia, miłości. Zrozumienia... Jedne osoby mogą komuś dokuczać, drwić. Inne zostają napietnowane za to że przyznały się do przynależności do innej grupy? do wyznawania innej doktryny. I jestem zdziwiona. No po prostu jestem zdziwiona ale już niemile, że powinniśmy świadectwem miłości zachwycać świat, Pociągac do Kościoła a zrażamy.

Sytuacja 4
Spotkałam się ostatnio z koleżanką, która chciała mnie zaprosić do tzw siatki w jednej z grup marketingowych. Nic nowego jak amway. Jedynie byłam zadziwiona jej ideologią dopisaną do tego. Wszystko wytłumaczone Bogiem. To Bóg chciał, tego Bóg nie chciał. Usłyszałam o tzw przekleńswe biedy. Że trzeba to łamać bo Bóg tego nie chce w naszym życiu. I czy wierzę w to, że Bóg może uzdrowić naszych synów z rybiej łuski...Ulotka firmy dla której pracuje K między innymi ma taką reklamę... O czym marzysz? Wakacje, pieniądze, dom, edukacja i satysfakcja. No przepraszam ale jakoś kłóci mi się z cnotami ewangelicznymi. Rozumiem, że chrześcijanin może być bogaty i zdrowy i nie jest w tym nic złego. Ale jeśli robi z tego piorytet? Moim piorytetem nie jest satysfakcja. Ani posiadanie wspaniałego domu. Ani posiadanie pieniędzy. Oczywiście GDYBYM miała to wszystko byłabym wdzięczna Panu Bogu ale czy to oznacza, że nie dotykałoby mnie cierpienie?

Jestem zdziwiona... No po prostu jestem. I rzeczywiscie - bardzo się różnimy. BARDZO. I nie wkurza mnie to, że ktoś myśli inaczej ale zadziwia, że może nas TYLE różnić.


15 komentarzy:

  1. Ostatnio jechałam autobusem z moją dwójką i pewna starsza pani do mnie:
    -Ojej, pani to ma tak ciężko, z dwójką takich małych dzieci. Jak pani sobie radzi?
    -Tak samo, jak kiedyś kobiety sobie radziły z pięciorgiem;)
    Nie powiem, miłe, że ktoś mnie wreszcie docenia;P Ale też mnie zadziwiają te żłobki dla starszaków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tak samo antyżłobkowa jak Ty Aguś. Przeraża mnie dorabianie do żłobka teorii, że dziecko musi się uspołeczniać, a kto dziecka tam nie oddaje jest wyrodnym nieoświeconym rodzicem, który robi dziecku krzywdę. Ba, ja nawet jestem przeciw przedszkolom. Miejsce małego dziecka jest w rodzinie, przy rodzicach, wśród rodzeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żłobek jak żłobek, pewnie macie rację, ale niania - myślę, że to fajna alternatywa, przecież dziecko nie będzie wysłane z domu gdzieś do niej, ale będzie dalej przy mamie. Gdy nie ma babci obok, a dziecięcia oba rzeczywiście małe - no naprawdę czemu nie?
    Mi taki spokój (choć chyba go do końca nigdy dotąd nie osiągnęłam) i pewność, że podołam, przychodziły wraz z kolejnymi dziećmi, więc rozumiem i nie dziwię się, że mając takie maleństwa tamta mama szuka pomocy. Jeżeli ich stać? Przecież niania i dziecko będą tuż obok!

    Natomiast co do maluchów i placówek - na szczęście zdarzają się wyjątki, że miejsce fajne, a dziecko samo chce. Nasza Marta tak wyrwała w wieku 2,8, jak się Asia urodziła. Mi było głupio, bo właśnie nie chciałam "wypychać" jej z domu, gdy pojawiła się młodsza siostra, a tymczasem Mary - sama zechciała, sama poszła, wspaniale się bawiła, nie płakała, nigdy nie było problemów.
    Może po prostu młodsze dzieci są bardziej gotowe do takich wyzwań? Zosia nie chciała za nic w świecie, Martuśka jest ogarnięta nad wyraz - do dziś. A przedszkole mamy maleńkie i sprawdzone:)

    A co do ostatniej sytuacji, coś mi się w głowie kołacze, że w protestantyzmie dobrobyt jest oznaką tego, że Bóg nam sprzyja. Zdolności jako narzędzie dane przez Boga do uzyskania dobrobytu. Coś się kiedyś uczyłam.. dawno temu jak widać;)
    Ale może stąd takie podejście w tej konkretnej sieci?

    Pozdrowienia ślę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hanula... Nie napisalam ze mi przeszkadza Niania. Dziwi mnie podejscie. Pojawia sie mlodsze dziecko a starsze idzie z marszu do zlobkanczy przedszkola. Niestety to nie jest przypadek odosobniony. I strarsz edziecko dopiero co skonczylo rok! Wiadomoze jest wiele obaw ale nie jest to nie wyknalane. Gdzie jest napisane ze mamy kazdemu dziecku posiwecac 100 procent uwagi? One ucza soe relacji w rodzinie. Ucza sie ustepowania. Czekania... Cierpliwosci. Co z tego ze maja pieniądze? Niech wydaja je sobie jak chca ale dziwi mnie to po prostu. Czekalo sie na dziecko tyle lat aby potem straca sie szybko o zlobek. Sa rozne sytuacje. Nie potepiam tej dziecwzyny... Jedynie sie dziwie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zdaje się, że w tym konkretnym przypadku dochodzi jeszcze częściowa niepełnosprawność mamy, więc sytuacja jest jednak nieco inna. Pozdrawiam
      Katarzyna

      Usuń
    2. Napisałam że się dziwię bo znam dziewczyny z wiekszymi problemami i wieszka iloscia dzieci... Dziwię się jedynie, że się myśli ze się nie poradzi. Pani do pomocy - posprzatac poprasowac tak... ale do dziecka :( proszę...

      Usuń
  5. Ale wiesz, ja sobie potrafię wyobrazic, tych ludzi pytających "jak ty sobie poradzisz?" "taka mała różnica wieku?"... dokładając do tego własny niedoskonały stan zdrowia, człowiek sam zaczyna sie pytać i wątpić, o szukać rozwiązań. Pierwsze co sie nasuwa to właśnie - moze żłobek - by nie być uzależnionym od czyjejś pomocy...
    Myśle ze każdy ma prawo do własnych błędów - jeżeli komuś nie dzieje sie ewidentna krzywda. Pamietam jak sama kiedyś koniecznie chciałam integrować Zo z dziećmi, wszystkie mnie uspokajalyscie, ale musiałam sie sama przejechać... Niestety pierwsze dzieci ciagle są ofiarami jakiś eksperymentów;) swoich jeszcze nieopierzonych rodziców.
    Z kolejnymi latami patrzy sie jednak inaczej na to co ważne, jest sie bardziej cierpliwym;) Ale ze po drodze można zwątpic w SIEBIE - wiem, przerabiałam. I ze pierwsze dziecko to "pikus" zrozumiałam, gdy miałam dwoje, ze dwoje - gdy miałam troje:D
    Reasumujac: pisze to wszystko bo jednak wyczuwam pewna naganę dla A. w tym, co Ty piszesz. A przecież wierze i wiem, ze co jak co ale jej synkowi miłości nie zabraknie. A ze rodzice popełnia takie czy inne błędy - cóż zycie. I czasy, które jakoś determinują nasze wybory...

    Ps. Sorki za literówki ale pisze z telefonu i jest to trudne;) do tego słownik wciąż mnie po swojemu poprawia...

    OdpowiedzUsuń
  6. Moze masz racje z ta nagana...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak ja dobrze znam to, o czym mówi mama Zochulka. Odkąd zostałam mamą, wiecznie słyszałam: Ale jak ty sobie dasz radę? Jak ty sama z nim gdzieś wyjdziesz? Wózek taki ciężki a świat taki straszny... Naprawdę. Nawet jak miałam tylko Antośka. Potem jak urodziłam Adasia, to też teściowa zawsze zaskoczona: ale ty z nimi na spacer wychodzisz? Nie przyjeżdżaj z nimi sama, nie dasz rady! itd... co dziwi mnie tym bardziej, że sama miała czwórkę dzieci, dwójka rok po roku... Więc spytałam się jej po prostu: a czy mama dawała sobie radę? Przyznała, że dawała i też nie siedziała ciągle w domu... nie wiem skąd się to bierze. Młodych rodziców się za dużo straszy, że dziecko tyle kosztuje, że tyle wymaga, a ty sobie nie dasz rady, nie utrzymacie się z jednej pensji, nie ogarniesz więcej niż dwójki bo ciężko itd... a daje za mało wsparcia. Z czasem faktycznie człowiek jest mądrzejszy.

    OdpowiedzUsuń
  8. He he, moja Tesciowa zawsze załamuje nade mną ręce, ze taka umęczonej jestem. A jak widzą Asię na moich kolanach to zaraz: "a ona ci w ogóle nie daje spokoju". Wizja ewentualnego kolejnego dziecka to już zgroza totalna, bo mnie w ogóle zameczy;)
    Asia ssące cyca tez budzi przerażenie, No bo ileż jeszcze! Az sie zmądrzała mi i przestałam tłumaczyć a za to: "nie martwcie sie, już niedługo, przed czwartymi urodzinami na pewno skończymy". Zaniemowili, bo co jeśli mowię poważnie:P

    W każdym razie czasem sie czuje jakby ten cały - mój wysiłek - nie nazywał sie miłość, nie był moim dzieckiem ale - No nie wiem - jakaś katorgą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. katorgą, poświęceniem i w ogóle nie czymś dobrym tylko jakbym nieustannie szkodę sobie lub dziecku robiła ;)

      co do sytuacji nr 3, myślę że wiem o czym piszesz i uwierz, ze sprawa ma drugie dno i nie jest do końca tak jak ta osoba pisze, mówi... realnie ta sytuacja wygląda znacznie inaczej...

      o żlobku/babci/niani nic nie napiszę, bo ostatnio mam w związku tym WIELKIEGO doła...

      Usuń
  9. @basja.... ? Nie uczestniczylam w rozmowie od poczatkubfakt ake jednonco mi sie rzuca ostatnio w oczy to to ze jedni moga wszystko na forum a inni sa za byle co atakowani...i to minsie nie podoba. Ale masz racje moze jest drugie dno....ale ja widze inaczej i to inaczej mnie gorszy. Mimo wszystko. Ale jak mi sie nie podoba to przeciez nie musze czytac ani tam pisac. I tak to wlasnie teraz rozeznaje....;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja Cię świetnie rozumiem, bo jak widać samo mało piszę na forum z tych samych względów :))
      wyleczylam się.
      ja powyżej chciałam tylko napisać w nawiązaniu do tej osoby byś nią się nie przejmowala, bo ona sobie na to zasłużyła w jakimś sensie.
      ludzie jak w życiu tylko można tam wiecej spotkać fajnych osób i nie zapominać, że mimo wszystko to net jest :))
      uściski!!

      Usuń
    2. @basja....trudno minw to uwierzyc... Naprawde;( no coz... Ale z jednym sie zgadzamy. Z wiadomych względów piszemy tam mniej. A w wakacje mozna Was odwiedzic? Na dwie godzinki;)

      Usuń
    3. zawsze i wszędzie :)))))
      kiedy będziecie?? macie już plan czy mam szukać atrakcji? :)

      Usuń

Wakacje czyli wolny czas?

Po pierwsze skończyliśmy rok szkolny jelitówką (Staś) i zaczęliśmy wakacje jelitówką (Antoś) Potem wyjazd Jasia na Oazę Dzieci Bożych, kilk...