piątek, 7 listopada 2014

Jelitówka

Odkąd stalismy się rodzicami ... czyli odkąd mamy dzieci, co jakiś czas mamy watpliwą przyjemność zasmakować choróbska pod wezwaniem - jelitówka.
A odkąd dzieci mamy w ilości sztuk cztery...mamy czterokrotnie większe prawdopodobieństwo, że jelitówka nas nawiedzi. I nawiedza nas... nawet przestaje mnie to już wzruszać choć na pewno rozwala trochę nam organizację. Bo na przykład zamiast jechac na groby dnia 1.11... zaczęłam biegac z miską od jednego do drugiego dziecka i z bólem serca włączyłam w tak piękne święto pralkę bo rzyganiom nie było widać końca a pościel lekko waniała już :)

Ale ... naprawdę choroby dzieci tak mnie nie dobijają jak chorowanie M. M choruje tragicznie. Spektakularnie. Drastycznie. Męcząco. I wiem, że jest mu źle. Wiem, że cierpi... wiem... ale moja cierpliwość jest też lekko ograniczona. Choć powiem w sekrecie, że nawet zaczyna mnie to lekko bawić już o ile nie jestem sama zmęczona.
M wydaje się być już na dobrej drodze do ozdrowienia. Choć nie wiem ile ten proces jeszcze potrwa. Może być różnie :)

A co poza tym...
Czas płynie - nie wiem czy leczy rany. Nie wiem. Na razie nic nie leczy chyba. Powoli uprzątam pokój Babci choć idzie mi to okropnie mozolnie. Zaczęłam od miejsc niewidocznych. Od szyflad neipotrzebnych i jakoś najmniej kojarzących się z Mamą...

Czas... potrzeba czasu. Dużo czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

11 lat - kiedy to zleciało?