czwartek, 2 maja 2013

Majówka :)

Wybraliśmy się...
Co prawda przygoda się marnie skończyła bo Staś żygolił w aucie (?), Marcysię i Antka bolał brzuszek... ogólnie jednak było OK :) A spacer z tatą na rowerach pod koniec dnia zlikwidował złe humory starszaków.

Najpierw szukaliśmy dłuuuugo miejsca spoczynku co oczywiście jest już tradycją a mnie doprowadza do szewskiej pasji i psuje resztę wycieczki. Tym razem chyba byłam zdeterminowana bo tylko jedno jezioro objechaliśmy i w zasadzie zatrzymaliśmy się kiedy zaczęłam nosem puszczać kłęby dymu ... Mąż się zreflektował i szybko znalazł JAKIEŚ miejsce. Nie z marzeń ale JAKIEKOLWIEK :)
Potem tradycyjnie były problemy z rozpaleniem grila bo jak zwykle nie mamy rozpałki - na zasadzie - JAKOŚ rozpalimy a potem jak zwykle są problemy.. Tym razem M. nie był aż tak uparty i potraktował próchno jakie mu podrzuciłam jako dobry materiał i nie zważał, że zrobiła to żona :)
Kiełbaski zjedliśmy szybko i ochoczo - co niektórzy za szybko i stąd te ekscesy w aucie ;(
Janko, który piszczał, że jest głodny - kiełbaś pogardził co mu wyszło tylko na zdrowie...
Najfajniejszą zabawą było jednak wrzucanie patyków do jeziora a jak patyków nie znaleziono - Staś zajął się wrzucaniem ... piachu...
Potem pojechaliśmy na naszą działkę... Dla mnie ciągle zgadka przyszłościowa. Próbuję sobie wyobrazić GDZIE i co będzie stało... Na razie pustki i hula wiatr ale... dzieci szybko się tam odnalazły :)









3 komentarze:

  1. Najważniejsze, że więcej zysków, niż strat! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale Wy jesteście fajni :):):):)też chce taką gromadkę :):)
    Twoi synowie to małe kopie Twojego męża :D:D

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Mama Styczniaka 2013 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale świetnie, że już drzewka kupujesz. To najprostszy sposób, by miejsce pokochać - zadbać o nie:) tylko na zimę dobrze te owocowe zasłońcie, bo zające to straszne żarłoki, a skoro działka nie jest ogrodzona... rut

    OdpowiedzUsuń

11 lat - kiedy to zleciało?