piątek, 15 czerwca 2018

Praca praca praca

Od 1.06 wróciłam do pracy. Etatowej, pełnej normalnej. No prawie :)
Pracuję w Hospicjum domowym.
Teoretycznie ustawiam sobie jak chcę pracę ale wychodzi różnie.
Mamy już dwa tygodnie pracy a ja padam na nos. Jak kiedyś pisałam o tym, że nie mam czasu na nic to teraz nie wiem jak się nazywa ten stan. Pernamentny brak czasu?
Mam 8 chorych. Dwóch dość poważnie i ciężko. Reszta na razie dość stabilne stany choć nie wiem jak długo. Ciekawe ilu jeszcze dostanę?
Ogólnie jestem zadowolona ... robię to co lubię. Lubię chodzić po domach i wchodzić w problem i próbować go rozwiązać.
Podoba mi się to. Ale muszę wyrobić sobie jakiś schemat działania aby nie być TAK zmęczoną.
Nie mam czasu na net (to jest dobre) - pokazuje mi jak błahe i nie potrzebne są sprawy netowe forumowe. Jaka to jest strata czasu.
Brak czasu na książkę (to kaurat nie dobre)
W pełni wykorzystuję to co mam dziś...
Już chwilę siedzę i oczy mi się zamykają :D

1 komentarz:

  1. Z biegiem czasu przyzwyczaisz się maksymalnie wykorzystywać czas i z każdym kolejnym rokiem będzie lżej:) Taka praca jak Twoja ma głęboki sens. Mi zawsze pomaga, gdy myślę, że teraz oddaje talenty Panu Bogu i nic z tego, co otrzymałam, nie idzie na marne:)
    mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń

1,5 miesiąca

Mija czas zbyt szybko. Dzień za dniem, godzina za godziną a ja się łapię, że odmierzam czas wieczorami i mrugnięciem powiek. Zasypiam na st...