I już po świętach... przetrwaliśmy jakoś. Tak leniwie :) Ale było ok. Wigilia w domu, potem szybko do Teściów. Ciut mnie to umęczyło szczególnie towarzysko ale daliśmy radę. Nogi jak balony ale ok. Na Pasterkę nie udało się bo buty mam ino jedne i to nr 40 a nie 43 z obrzękami :)
I oto kilka fotek....
Choinka :) nasza kochana. Tym razem sypie się umiarkowanie i nie trzeba jej w tym roku likwidować zaraz po świętach.
Radość nieziemska z powodu upragnionej betoniarki. :)
Coraz więcej nas przy stole. Pytanie zaś padło takie - GDZIE usiądzie Michasia? (oczywiście JAN, który nie wierzy, że to Antoś)
I ja ... Matka Polka. Utrudzona, ale zadowolona.
Wigilia tym razem przebiegła, szczególnie czas PRZED bez wielkiego stresu. Mimo wszystko wyrobiłam się ze wszystkim, na spokojnie i bez stresu. Co prawda skurcze lekko mnie niepokoiły i po następnym dniu skurczy dałam sobie jednak już luz i spakowałam pobieżnie torbę :) do szpitala. Choć chyba jednak poczekam do 2013 roku :) Łatwo zapamietać taką datę:)
Dzisiaj wybrałam się na udane łowy w postaci zakupu sukienki w H&M bo Chrzest synka kuzyna Michała blisko a ja nie mam co na siebie włożyć. Załapałam się na przecenę i zakupiłam wcale nie ciążową sukienkę co mnie cieszy bo obskoczymy w tym i nasz Chrzest :) ... :D i inne uroczystości. A 60 zł to naprawdę niewiele za sukienczynę :)
Przy okazji nie mogłam oprzeć się srebrnym baletkom dla Marcysi oczywiście a nie dla siebie. :)
I tak oto... święta za nami. Przeżyte leniwie, rodzinnie i dość spokojnie. Jedna zadra ciągle tkwi ale ufam, że ma to jakiś sens. Tylko trudno mi sobie na razie to wytłumaczyć i zrozumieć.
Jakoś chyba mnie nie stać na większe przemyślenia... ściągnę zdjęcia z wizyty w kościele przy ruchomej szopce to coś wrzucę. A na razie leniwie pogrążam się w Nic Nie Robienie :)
mary/
OdpowiedzUsuńczyżby ruchoma szopka miała być u Franciszkanów ? czy u Was w kościółku ?
a propos stresu to ja też go nie miałam - a co najśmieszniejsze to najbardziej zestresowaną osobą w domu był ten co nic nie robił hi hi hi
Od jakiegoś czasu zadomowiłam się na Twoim blogu. Bardzo tu na nim dobrze, gościnnie, tak swojsko :-)
OdpowiedzUsuńCo do "zadry" (już gdzieś wcześniej wspomnianej, prawda?)... Życzę cierpliwości i życzę, by poprostowało się to, co pokręcone. A wierzę, że to możliwe. Odważę się coś zaproponować, bo właśnie przyszło do głowy: może wejdź w jakiś "układ" ze św. Ritą? Mądra, cierpliwa była. Swoje przeszła, doświadczyła różności, ale się nie poddała. Wedle mnie dobra Patronka "od zadr".
Bardzo ładnie wyglądasz:)
OdpowiedzUsuńMama trójeczki
Czwóreczki...jakby kto nie wiedziała :D
OdpowiedzUsuńTo podpisała się Mama Trójeczki :) a nie chodziło o mnie :D
Usuń