No cholera smutno jak nic. Kończą się wakacje a było TAK fajnie... :)
Muszę koniecznie jakiś misz masz zdjęciowy zrobić bo naprawdę wakacje w obiektywie też się udały.
A nasz wakacyjno eksperosowy wyjazd? No cóż...
Piątek godzina wczesna, 4.30 - pobudka i wyjazd za 20 minut... i to był bardzo dobry pomysł bo nasze dzieci prawie w całości posnęły z końcem Obwodnicy... co dało nam 300 km jazdy w ciszy, spokoju, bez jędleń Antka i Stasia. Bo Starszaki były raczej bardzo na poziomie.
Dojechaliśmy do Częstochowy i tam zobaczylismy Co Należy i Potrzeba... Jasną Górę, park okoliczny, kościoły i muzeum... dojechaliśmy na nasze miejsce noclegu, ogarnęliśmy co potrzeba i niczym nie zrażeni zaczęliśmy obmyślać plan dnia następnego.
W sobotę dzieci wyspane były już o 8.00 więc po krótkim śniadanio - obiedzie pojechaliśmy na jurę - do zamków w Olsztynie, Mirowie, Bobolicach... Przeszliśmy tam małym szlakiem skalno górskim - z Mirowa do Bobolic.... a dzieciaki złapały bakcyla wspinaczko górkiego.Przy okazji zahaczyliśmy do Leśniowa - Matki Bożej Leśniowskiej - patronki rodzin, Górkę Przeprośną, gdzie dzieci zachwycały się krzemieniami :) (rodzice też)...
Na koniec zajechaliśmy do wspólnoty w Częstochowie i uczestniczyliśmy w Eucharystii.
W niedzielię znów mieliśmy pobudkę w nocy :) i pojechaliśmy do Wieliczki, gdzie cudem zdążyliśmy na mszę w Kaplicy św. Kingi.
Potem Tyniec i bardzo udana wycieczka do Ogrodu Doświadczeń :) gdzie spotkaliśmy się z Kasią Wybawczynią naszą bo Owa Kasia :) przybyła do nas z wyśmienitymi naleśnikami.
Na koniec lajcikowo zrobiliśmy spacer po Starym Mieście - niestety hejnału nie usłyszeliśmy i spacerkiem obeszlismy okolice Wawelu bo niestety robiło się już późno. Smok był. Ale jakoś rozczarował Dzieciaki. Bo nie ział ogniem i nie był wielki. A nora (jaskinia) jakaś taka niespecjalna i śmierdząca ...
To tak skrótowo (chyba, że o czymś zapomniałam) a "perełki" o ile nie zapomne to następnym razem...
środa, 28 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Taniec co robi porządek z głową
Mamy po pięćdziesiąt lat. Michał prawie a jak prawie 52 i... jesteśmy szaleni. Zaczęliśmy chodzić na taniec towarzyski. I jest nam chyba do...

-
jest taka pieśń w naszej wspólnocie, która bardzo lubię. "Wyrasta różdżka z pnia Jessego, Odrośl z jego korzeni. Spoczywa na Ni...
-
od rana jakies objawy są... na razie bez paniki. Jedno jest pewne - Dzięcię chyba chce wyjść. Pytanie jest tylko czy zechce do jutra poczeka...
no to czekamy na "perełki" :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
/mary
Cieszę się, że Wam naleśniki smakowały. :))
OdpowiedzUsuńWpadlam jak po ogien, przeczytalam zalegle wpisy i no kurna tacy fajni jestescie, ze ah oh miodzio :)))) zawsze sie tu czlowiek ogrzeje troszke :) Fajna jestes babka, ze hej! Buziol xoxoxo
OdpowiedzUsuńMi też smutno, z tego samego powodu.
OdpowiedzUsuńSuper fotki z wyprawy, fajnie że tyle zobaczyliście :))
Jakie fajne zdjęcie Rodzinne umieściłaś w tytule! Ślicznie wyglądacie!
OdpowiedzUsuń